-Bardzo mi przykro. Pani mama nie żyje.-Powiedziała wypranym z uczuć głosem lekarka.
-Słucham?-wydusiłam przez zaciśnięte gardło.
-Operacja się nie udała. Przykro mi.-Powtórzyła nawet nie siląc się na współczujący wyraz twarzy.
Przez pierwsze pięć minut nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa.
Po prostu stałam w miejscu dopóki nie podszedł do mnie Jasper i mnie przytulił.
-I co?
-Nie żyje.
Chłopak ze świstem wypuścił powietrze.
Doskonale wiedział jak się czuje.
Całe, życie straciło sens.
Wszystkie osoby na których mi zależało odeszli.
Wyswobodziłam się z objęć przyjaciela i usiadłam na krześle.
Z sali operacyjnej wyjechało dwóch mężczyzn.
Ciągnęli za sobą łóżko z ciałem przykrytym białym prześcieradłem.
Ciałem mojej mamy.
Podbiegłam do niego i odkryłam matę.
Nie mam pojęcia po co. Chyba nie wierzyłam, że ona nie żyje.
Zaczęłam cicho szlochać.
Potem coraz głośniej.
Przyłożyłam rękę do jeszcze nie całkiem zimnego policzka.
-Proszę odejść. -Powiedział szorstkim głosem jeden z facetów.
Nie słuchałam go. Łzy zaczęły skapywać po jej twarzy.
-Nie słyszała pani? Proszę się odsunąć.
-Connie..-szepnął Jasper. łapiąc mnie za rękę.
-Puszczaj!
-Co tu się dzieje?!-Wykrzyczała zachrypniętym głosem Julia.
Koło niej stał Austin niczego nie rozumiejąc.
-Mamusia.-pisnął szczęśliwy, że ją widzi.
-Proszę zrobić miejsce!-Krzyknęła pielęgniarka.
Jasper złapał mnie za rękę i odsunął a Julia osunęła się po ścianie szlochając.
Austin zaczął wołać mamę by nie odjeżdżała a kiedy nic to nie dało złożył usta w podkówkę i usiadł na ziemię.
-Mamusiu! Chodź do mnie. -wołał przerażony.
Nie mogłam się ruszyć. Jakbym wrosła w podłogę.
Niall podbiegł do niego, wziął go na ręce i wtulił jego główkę w swój tors.
Pewnie nawet nie zdaje sobie sprawy z tego jak bardzo byłam mu wtedy wdzięczna.
-Dlaczego pojechała? Już mnie nie kocha?-chlipał cichutko o Horan kołysał go w swoich ramionach zapewniając, że mama kocha go najbardziej na świecie.
Julia próbowała wstać z ziemi by wziąć małego na ręce ale kiedy próbowała to zrobić ponownie upadła na ziemię.
Tym razem zemdlała.
Harry ocknął się szoku w którym był od dłuższego czasu i pobiegł po jakiegoś lekarza.
Przyszedł dość szybko i zabrał ze sobą innych, którzy pomogli mu włożyć ciocię na nosze.
Zabrali ją do jakiejś sali a my poszliśmy za nimi.
Niestety na razie kręcili się koło niej różni ludzie więc nie mogliśmy do niej wejść.
-Daj. Wezmę go.-Szepnęłam do blondyna, który trzymał mojego brata na kolanach.
-Nie odpocznij trochę. On teraz śpi.-Pogłaskał mnie wolną ręką po włosach.-Usiądź.
Zrobiłam o co mnie prosił.
Poklepał wolne ramię bym się oparła.
Zrobiłam to.
-Dziękuje.
-Za co?-Zdziwił się.
-Że się nim zajmujesz.
-Żaden problem. Twój braciszek to słodziak.
-Jedyny jaki mi pozostał.
-Oj Connie.. Masz jeszcze nas. Nie widzisz jaki ze mnie słodziak? -próbował mnie rozśmieszyć.
-Widzę widzę.
-Myślę, że powinnaś jechać do domu. Szpital to nie najlepsze miejsce dla dziecka.
-Nie mogę.
-Conniee- przeciągał sylaby.
-Nie Niall. Nie ma mowy. Julia to moja ciocia.
-Myślę, że chciałaby byś jechała do domu.
-A ja jestem innego zdania.
-To może ja wezmę małego i pojadę z nim do domu co?
-To chyba nie najlepszy pomysł.
-Dlaczego? Mam młodszą siostrę, wiem jak obchodzić się z dziećmi.
-Tylko, że ...hmm widzisz ja nie znam was za dobrze.
-Boisz się, że coś mu zrobię?-Zapytał urażony.
-Niall to nie tak.
-Dobrze nie będę cię do niczego namawiał.-Posłał mi ciepły uśmiech.
-Connie powinnaś jechać się przespać.-Powiedział Jasper, który właśnie do nas podszedł.
-Już jej to mówiłem, ale jest uparta.
-Pomyśl o Austinie.
-Jasper. To moja ciocia! Dopiero co straciłam mamę!! Nie rozumiesz tego?!
-Rozumiem..Cii-Pocałował mnie w czoło.-Ale martwię się..
-Wiem. Przepraszam.
-To może zostaniesz tu z chłopakami a ja wezmę Austina do siebie?-Zapytał Jas.
-Ty nie potrafisz zajmować się dziećmi. Niall pojechałbyś z nim?
-Jasne. A z kim zostaniesz?
-Ze mną. -wtrącił się Harry.
-Dobra to my się zbieramy. Pa mała. Nie siedź tu za długo tylko wracaj do domu.-Pożegnał się Jasper.-I pamiętaj, że masz mnie. Niczym nie musisz się martwić.
-Wiem.-pociągnęłam nosem.
Niall wstał trzymając Austina na rękach.
-Czekajcie! Macie klucze.
-Mamy jechać do ciebie?
Kiwnęłam na tak i usiadłam na krzesło chowając twarz w dłoniach.
Ktoś pogłaskał mnie po włosach a potem delikatnie objął.
Uniosłam głowę i oparłam się o zimną ścianę.
-Jak się trzymasz?- Zapytał cicho Harry.
-A jak mam się czuć? Na początku zmarła mi najlepsza przyjaciółka w pożarze. Potem tata w wypadku samochodowym. A teraz? Teraz mama..-Głos mi się załamał.-Czy to jest jakieś fatum?! Co ja takiego zrobiłam?
-Na pewno nic. -Harry mocno mnie przytulił.-Jeszcze wszystko się ułoży. Zobaczysz.
-Nie prawda. Wszystko się wali...
-Pani Julia się obudziła.- Usłyszałam głos doktora.
..............................................
Chyba nie nadaje się do pisania opowiadań.
A już szczególnie nie takich scen.
Sama czytając ten rozdział by w razie co poprawić błędy prawie umarłam z nudów -,-
Beznadziejaaa.
Uwielbiam Twoje opowiadania :P :) Oby tak dalej
OdpowiedzUsuńpff.. ty się nie nadajesz? dziewczyno nie rozśmieszaj mnie! ten rozdział jest świetny! coś się w nim dzieje! a Niall jest taki słodki ! aww... tylko szkoda, że mama Connie umarła ;(((
OdpowiedzUsuńlaura nowak
co ? jak się nie nadajesz ! przez ciebie płakałam jak Austin wołał mamę! świetnie piszesz i masz dalej pisać ! Czekam na koleny <3 ;**
OdpowiedzUsuń