sobota, 12 stycznia 2013

Rozdział 8.

Minął równo miesiąc od pogrzebu.
Przetrwałam tylko dzięki osobom, które były i wspierały mnie przez ten czas.
Julia wyszła ze szpitala, przyjechała do nas babcia, a Jasper prawie wcale nie opuszczał mojego domu.
Z resztą chłopaków poznałam się bliżej tylko jakoś z Zayn'em się nie dogadywałam.
Niall zajmował się Austinem, Louis próbował mnie rozśmieszać a Harry i Liam po prostu byli i mogłam na nich liczyć w każdej sprawie.
Zayn też czasem przyjeżdżał ale nie tak często jak pozostali i wcale go za to nie winiłam.
 Ma swoje życie.
Nie byłam pewna co do tego czy mogę nazwać ich przyjaciółmi ale na pewno bardzo dobrymi kolegami.
Zmarnowali pół wakacji przeze mnie.
Dzisiaj rozprawa.
Ciocia Julia postanowiła nas zaadoptować.
Dobrze wiem, że nie była  gotowa na taką wielką zmianę w swoim życiu i tym bardziej jestem jej wdzięczna.
Wchodząc do sali rozpraw byłam przerażona.
A co jeśli sędzia zdecyduje oddać Austina do domu dziecka?
Mimo zapewnień bliskich nie mogłam opanować łomoczącego serca i drżących rąk.
Na szczęście po godzinnej rozprawie mogłam wreszcie odetchnąć.
Wybiegłam z sądu wdychając głęboko świeże powietrze i uściskałam z całych sił Jaspera, który na mnie czekał.
-Udało się! -Krzyknęłam.
W odpowiedzi tylko mocniej mnie przytulił.
-No widzisz? Mówiłem ci. Idziemy na spacer.
Poinformowałam moją nową zastępczą mamę o tym, że wychodzę a następnie ruszyłam z przyjacielem w stronę miasta.
Mimo, że Jasper przez cały czas próbował się uśmiechać widziałam, że cos go gryzie.
-Wszystko w porządku?
-Tak. -odpowiedział krótko.
-Przecież widzę. No powiedz mi.
-Wszystko gra.
-Znam cię na tyle długo, że wiem kiedy jesteś smutny. Więc nie wykręcaj się tylko mów.
-Bo widzisz..
Kiedy już zaczynał mówić podbiegli do nas chłopcy.
-I?-Zapytał wyczekująco Niall.
Uśmiechnęłam się co było wystarczającą odpowiedzią.
Wszyscy po kolei mnie wyściskali gratulując.
Nawet Zayn.
Tylko, że ty nie było powodu do gratulowania.
Przegrałam całe swoje życie.
 A czarna mgła która nad nim spoczywała jeszcze nie odleciała.
Czułam to. I wiecie co? Wcale się nie pomyliłam.
 Spojrzałam na Jas'a. Był uśmiechniety chociaż w oczach widziałam smutek.
-Co będziemy dziś robić?-Zapytał mulat.
 ..............

Jesteśmy w jakimś lesie.
Louis wymyślił, że będziemy grać w podchody.
Podzieliliśmy się na 3 drużyny. W jednej z nich był Jasper i Liam, w drugiej Zayn i Louis a mi przypadło być
z Harrym i Niallem.
Jako, że nas była trójka mieliśmy zacząć.
Porozstawialiśmy różne "znaki", którymi były strzałki z patyków i szyszek.
2 pozostałe drużyny miały rozstawić się w różnych miejscach a potem zacząć poszukiwania.
Kiedy już dotarliśmy na polanę, na której nie było żadnych drzew postanowiliśmy zrobić sobie odpoczynek.

Rozłożyłam marynarkę na ziemi i położyłam się na niej.
Wkoło było naprawdę pięknie. Pełno zieleni, świergot ptaków.. a u góry piękne i pozbawione chmur niebo.
Odruchowo pomyślałam o rodzicach i Sophie.  
Ciekawe kto będzie kolejny.
-Nad czym tak rozmyślasz?-przerwał ciszę Harry, który położył się obok mnie.
Po drugiej stronie siedział Niall.
-O wszystkim.-Zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się w leśne odgłosy.
Po moim nosie przejechało coś puchatego i kichnęłam. Otworzyła oczy ale od razu je zamknęłam bo poraziło mnie słońce.
Niall zachichotał.
Zrobiłam daszek z rąk i ponowiłam próbę.
Nade mną  siedział Styles i Horan. Dmuchnęli mi w twarz masą dmuchawców.
 Wszystkie pyłki poleciały na mnie i zaczęłam kichać.
-Co wy robicie? Jestem na to cholerstwo uczulona!-Pisnełam i znów kichnęłam.
-Naprawdę?-Zapytał Niall.
-Tak.
Złapał pozostałości, które leżały obok nas i znów dmuchnął mi nimi w twarz.
Wstałam i zaczęłam go gonić.
-HORAN!!-Wydarłam się.
-Daj mi żyć!-Udawał, że płaczę.
-Nie.!-powiedziałam brutalnie-Musisz mi za to zapłacić.
-To najpierw mnie złap. Założę się, że nie dasz rady!-odwrócił się i wytknął mi język.
Potknął się o własne stopy i wywalił się na ziemię.
Harry pokładał się ze śmiechu i ja podbiegłam do niego usiadłam mu na nogach.
-I kto tu jest teraz panem?!-Krzyczałam przez śmiech.
-To było specjalnie.
-Co?
-No ten upadek.
-Jeszcze kłamiesz? Czeka cię surowa kara. -Zachichotałam.
-Harry!! RATUJ!!!-wydarł się.
-Nic już ci nie pomoże. -zaśmiałam się złowrogo.
-Już idę po ciebie przyjacielu!
Lokers podbiegł do nas, złapał mnie w pasie i odciągnął od chłopaka.
Przerzucił mnie przez ramię i biegał jak szalony w kółko.
-Puszczaj!
-Nie. -wydyszał zmęczony i po chwili mnie puścił. -Ależ ty jesteś ciężka!-Zażartował za co dostał ode mnie w żebra.
-AU!
-Znaleźliśmy was!-Wykrzyknął Zayn wbiegając na polane.
-Teraz nagroda! -Cieszył się Louis
Po chwili dołączyła do nas reszta i wróciliśmy do miasta.
-Powinniśmy porozmawiać.-powiedział Jasper przed moim domem.
-Teraz?
-Tak. To bardzo ważne.

......
Beznadzieja.
Głównie dlatego, że pisałam go przed chwilą.
Dziś sobota więc coś dodac powinnam.
Ale ostatnio brakuje mi weny ;)

2 komentarze:

  1. No i co jej Jasper powiedział ?! No co ! No co to za ważna wiadomość ! Ja się wczytałam a ty mi kończysz ! Ohh..przeżyje to jakoś ;) Rozdział świetny, śmiałam się jak Niall i Harry wraz z Connie byli na tej łące i się gonili ;) hahha Czekam na nowy<3;** ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Zostałaś nominowana przeze mnie do liebster award pytania na :
    opowiadaniaonialluhoranie.blogspoot.com

    OdpowiedzUsuń