Od czego by tu zacząć?
Może od tego, że bardzo mi przykro.
Już od dłuższego czasu, zastanawiałam się nad usunięciem bloga.
Powód? Mam wrażenie, ze nikt tego nie czyta.
Coraz ciężej pisze mi się kolejne rozdziały, a jak je już napiszę to są beznadziejne.
Decyzje podjęłam dziś rano, Wstałam i pierwszą myślą jaka przyszła mi do głowy było:
,,Dziewczyno! To przecież nie ma sensu!"
I tak znalazłam się tu. I choć z ciężkim sercem, to poddaje się. Mimo, że prowadzę tego bloga od niedawna, bardzo się z nim zżyłam. Z wami też.
Dziękuje tym kilku osobom, którzy ze mną byli.
A teraz żegnam.
Sandra.
Theory of love
poniedziałek, 11 lutego 2013
piątek, 18 stycznia 2013
Rozdział 9.
-Wyjeżdżam.-Rzucił po długim milczeniu.
Zaniemówiłam. Nie mogłam nic powiedzieć przez tę okropną gule w moim gardle, która właśnie się pojawiła. Jego wzrok odwrócony był w drugą stronę.
W jego oczach widziałam łzy, które usilnie próbował powstrzymać.
Zawsze stosował się do zasady ,, Chłopaki nie płaczą".
A przecież to totalna bzdura.
Każdy musi się czasem wypłakać.
Nie można dusić w sobie emocji bo prędzej czy później one i tak z nas wypłyną ale ze zdwojoną siłą.
-Zostawiasz mnie?-Zapytałam łamiącym się głosem.
Kolejna osoba. Straciłam kolejną ważną dla mnie osobę.
-Nie mów tak..-Szepnął.-Wiesz, że wcale tego nie chcę.
-To dlaczego to robisz?
-Starzy. To ich wina. Ojciec znalazł nową pracę i musimy wyjechać.
-Dokąd i kiedy?-Zapytałam cicho.
-Za tydzień. Do Londynu.
-Za tydzień? Dlaczego ty mi nie powiedziałeś wcześniej?!
-Sam dopiero co się dowiedziałem.
-A więc.. Londyn? To masa czasu od naszego Birmingham.Szczęścia w życiu.Na prawdę.-powiedziałam przez łzy, które poleciały po moich policzkach i wybiegłam z auta.
Wiem, że moje zachowanie było idiotyczne ale czasu nie cofnę.
Wleciałam do domu i pobiegłam prosto do mojego pokoju.
Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam szlochać.
Po paru sekundach do mojego pokoju wszedł Jasper.
Położył się koło mnie i zamknął w żelaznym uścisku.
-Nie płacz.. Nie chce wyjeżdżać z myślą, że cierpisz.
Spojrzałam na niego. Płakał. On. Ten twardy Jasper, którego wszyscy znają.
-Wiem, że będzie ciężko.Ale ja wrócę. Obiecuje ci to.
-Nie wrócisz. Już nigdy cię nie zobaczę.-Histeryzowałam.
-Obiecałem. Zaufaj mi dobrze? Przyjadę do ciebie kiedy skończę osiemnastkę. Jeszcze tego samego dnia.
-Wątpie.-mruknęłam pod nosem.
-Ufasz mi?
-No tak..
-No właśnie.
Leżeliśmy tak bardzo długo.
Z moich oczy nie przestawały kapać łzy.
-Błagam nie płacz już..-Stękał co chwile Jasper który był smutny. -Masz jeszcze resztę chłopaków. Pamiętasz?
-Ale to ty jesteś moim przyjacielem. Jedynym.
-Oni też nimi będą. Zobaczysz.Może wyjdziemy gdzieś z nimi jutro co?
-Jasne, jeśli będą chcieli.
.........
-Puszczaj mnie potworze!!-Usłyszałam przerażony głos z samego rana.
Szybko zbiegłam na dół. Na ziemi tarzali się chłopcy tz. Niall, Liam, Louis, Harry i Jasper a obok nich stał wystraszony Malik. DLaczego wystraszony? Otóż dlatego, że mój kochany pies szarpał nogawkę jego spodni.
Szybko podbiegłam do nich i odsunęłam od niego Bruna.
-Jejku przepraszam. On musi wyjść i dlatego tak się zachował.-zaczęłam się tłumaczyć.
-Jesteś moją wybawicielką!-Podbiegł do mnie i zaczął tulić. -Bo oni..-Wskazał na resztę ekipy.-tylko się śmiali!
-Właśnie widzę! Dlaczego mu nie pomogliście?-Zapytałam z wyrzutem.
-Jak widziałabyś jak prawie sika w majtki ze strachu też byś mu nie pomogła.-Zachichotał Hazz.
-Dobra poczekajcie tutaj, ja się ubiorę i z nim wyjdę.
-Zostawisz mnie z nim?!-Wykrzyknął Mulat.
-Wezmę go ze sobą. Nie martw się.-Obdarzyłam go wielkim uśmiechem. Jak to możliwe, że taki wielki chłopak boi się pieska? ;D
Po paru minutach gotowa byłam do wyjścia.
Zapiełam smycz i wyszliśmy.
Starałam się nie myśleć o wyjeździe najlepszego przyjaciela.
Obiecał, że wróci a on zawsze dotrzymuje obietnic.
Przez cały czas Zayn trzymał się na uboczu. Jak najdalej od "tego strasznego stworzenia"jak go określił.
Niall marudził, że jest głodny, Liam esemesował z Danielle, Louis i ja śmialiśmy się z byle głupot, a Jasper i Hazza o czymś dyskutowali.
Po dość długim spacerze wstąpiliśmy do budki z lodami i poszliśmy na ławkę do parku.
-Zayn. Możesz usiąść obok mnie?-Zapytałam.
-Nie ma mowy !!
-No proszę. On ci nic nie zrobi -wskazałam na psa.
-No dobra.. Ale bądź w pogotowiu ok?
-Oczywiście.
Chłopak ostrożnie zajął miejsce obok mnie.
Na początku cały czas zerkał w stronę Bruna ale potem już się rozluźnił i nie zwracał na niego uwagi.
Wtedy delikatnie wzięłam jego dłoń i położyłam na miękkim futerku.
-Conniee! Co ty wyprawiasz?-jęknął ale nie cofnął dłoni.
-Nie bój się... On nie jest taki straszny.-szepnęłam.
Oswajanie Malika z moim futrzakiem trochę zajęło ale liczy się fakt, że już się go tak nie boi.
Wieczorem.
Do domu odwiózł mnie Niall.
Co jak pewnie się domyślacie niezmiernie mnie ucieszyło.
Całą drogę rozmawialiśmy o różnych głupotach.
Aż w końcu powiedział coś co lekko mnie zdziwiło.
Powiedział, żebym się nie martwiła wyjazdem Jaspera bo oni się mną zajmą.
Nie miałam pojęcia, że już im powiedział.
Chwile milczałam aż w końcu mu podziękowałam.
Kiedy już byliśmy przed domem wyszedł razem ze mną i odprowadził pod same drzwi.
-Słuchaj tak sobie myślałem..-zaczął.-Wyjdziemy gdzieś jutro?
-Jasne. Przecież już się umawialiśmy jakieś pół godziny temu- powiedziałam a uśmiech nie schodził mi z twrazy.
-Ale tylko my no wiesz....-zaczął się plątać.-bez chłopaków.
-Randka?
-No tak..
-Dobrze. To do jutra.-rzuciłam z jeszcze większym bananem na twarzy.
Pożegnałam się i weszłam do domu.
Zaniemówiłam. Nie mogłam nic powiedzieć przez tę okropną gule w moim gardle, która właśnie się pojawiła. Jego wzrok odwrócony był w drugą stronę.
W jego oczach widziałam łzy, które usilnie próbował powstrzymać.
Zawsze stosował się do zasady ,, Chłopaki nie płaczą".
A przecież to totalna bzdura.
Każdy musi się czasem wypłakać.
Nie można dusić w sobie emocji bo prędzej czy później one i tak z nas wypłyną ale ze zdwojoną siłą.
-Zostawiasz mnie?-Zapytałam łamiącym się głosem.
Kolejna osoba. Straciłam kolejną ważną dla mnie osobę.
-Nie mów tak..-Szepnął.-Wiesz, że wcale tego nie chcę.
-To dlaczego to robisz?
-Starzy. To ich wina. Ojciec znalazł nową pracę i musimy wyjechać.
-Dokąd i kiedy?-Zapytałam cicho.
-Za tydzień. Do Londynu.
-Za tydzień? Dlaczego ty mi nie powiedziałeś wcześniej?!
-Sam dopiero co się dowiedziałem.
-A więc.. Londyn? To masa czasu od naszego Birmingham.Szczęścia w życiu.Na prawdę.-powiedziałam przez łzy, które poleciały po moich policzkach i wybiegłam z auta.
Wiem, że moje zachowanie było idiotyczne ale czasu nie cofnę.
Wleciałam do domu i pobiegłam prosto do mojego pokoju.
Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam szlochać.
Po paru sekundach do mojego pokoju wszedł Jasper.
Położył się koło mnie i zamknął w żelaznym uścisku.
-Nie płacz.. Nie chce wyjeżdżać z myślą, że cierpisz.
Spojrzałam na niego. Płakał. On. Ten twardy Jasper, którego wszyscy znają.
-Wiem, że będzie ciężko.Ale ja wrócę. Obiecuje ci to.
-Nie wrócisz. Już nigdy cię nie zobaczę.-Histeryzowałam.
-Obiecałem. Zaufaj mi dobrze? Przyjadę do ciebie kiedy skończę osiemnastkę. Jeszcze tego samego dnia.
-Wątpie.-mruknęłam pod nosem.
-Ufasz mi?
-No tak..
-No właśnie.
Leżeliśmy tak bardzo długo.
Z moich oczy nie przestawały kapać łzy.
-Błagam nie płacz już..-Stękał co chwile Jasper który był smutny. -Masz jeszcze resztę chłopaków. Pamiętasz?
-Ale to ty jesteś moim przyjacielem. Jedynym.
-Oni też nimi będą. Zobaczysz.Może wyjdziemy gdzieś z nimi jutro co?
-Jasne, jeśli będą chcieli.
.........
-Puszczaj mnie potworze!!-Usłyszałam przerażony głos z samego rana.
Szybko zbiegłam na dół. Na ziemi tarzali się chłopcy tz. Niall, Liam, Louis, Harry i Jasper a obok nich stał wystraszony Malik. DLaczego wystraszony? Otóż dlatego, że mój kochany pies szarpał nogawkę jego spodni.
Szybko podbiegłam do nich i odsunęłam od niego Bruna.
-Jejku przepraszam. On musi wyjść i dlatego tak się zachował.-zaczęłam się tłumaczyć.
-Jesteś moją wybawicielką!-Podbiegł do mnie i zaczął tulić. -Bo oni..-Wskazał na resztę ekipy.-tylko się śmiali!
-Właśnie widzę! Dlaczego mu nie pomogliście?-Zapytałam z wyrzutem.
-Jak widziałabyś jak prawie sika w majtki ze strachu też byś mu nie pomogła.-Zachichotał Hazz.
-Dobra poczekajcie tutaj, ja się ubiorę i z nim wyjdę.
-Zostawisz mnie z nim?!-Wykrzyknął Mulat.
-Wezmę go ze sobą. Nie martw się.-Obdarzyłam go wielkim uśmiechem. Jak to możliwe, że taki wielki chłopak boi się pieska? ;D
Po paru minutach gotowa byłam do wyjścia.
Zapiełam smycz i wyszliśmy.
Starałam się nie myśleć o wyjeździe najlepszego przyjaciela.
Obiecał, że wróci a on zawsze dotrzymuje obietnic.
Przez cały czas Zayn trzymał się na uboczu. Jak najdalej od "tego strasznego stworzenia"jak go określił.
Niall marudził, że jest głodny, Liam esemesował z Danielle, Louis i ja śmialiśmy się z byle głupot, a Jasper i Hazza o czymś dyskutowali.
Po dość długim spacerze wstąpiliśmy do budki z lodami i poszliśmy na ławkę do parku.
-Zayn. Możesz usiąść obok mnie?-Zapytałam.
-Nie ma mowy !!
-No proszę. On ci nic nie zrobi -wskazałam na psa.
-No dobra.. Ale bądź w pogotowiu ok?
-Oczywiście.
Chłopak ostrożnie zajął miejsce obok mnie.
Na początku cały czas zerkał w stronę Bruna ale potem już się rozluźnił i nie zwracał na niego uwagi.
Wtedy delikatnie wzięłam jego dłoń i położyłam na miękkim futerku.
-Conniee! Co ty wyprawiasz?-jęknął ale nie cofnął dłoni.
-Nie bój się... On nie jest taki straszny.-szepnęłam.
Oswajanie Malika z moim futrzakiem trochę zajęło ale liczy się fakt, że już się go tak nie boi.
Wieczorem.
Do domu odwiózł mnie Niall.
Co jak pewnie się domyślacie niezmiernie mnie ucieszyło.
Całą drogę rozmawialiśmy o różnych głupotach.
Aż w końcu powiedział coś co lekko mnie zdziwiło.
Powiedział, żebym się nie martwiła wyjazdem Jaspera bo oni się mną zajmą.
Nie miałam pojęcia, że już im powiedział.
Chwile milczałam aż w końcu mu podziękowałam.
Kiedy już byliśmy przed domem wyszedł razem ze mną i odprowadził pod same drzwi.
-Słuchaj tak sobie myślałem..-zaczął.-Wyjdziemy gdzieś jutro?
-Jasne. Przecież już się umawialiśmy jakieś pół godziny temu- powiedziałam a uśmiech nie schodził mi z twrazy.
-Ale tylko my no wiesz....-zaczął się plątać.-bez chłopaków.
-Randka?
-No tak..
-Dobrze. To do jutra.-rzuciłam z jeszcze większym bananem na twarzy.
Pożegnałam się i weszłam do domu.
sobota, 12 stycznia 2013
Rozdział 8.
Minął równo miesiąc od pogrzebu.
Przetrwałam tylko dzięki osobom, które były i wspierały mnie przez ten czas.
Julia wyszła ze szpitala, przyjechała do nas babcia, a Jasper prawie wcale nie opuszczał mojego domu.
Z resztą chłopaków poznałam się bliżej tylko jakoś z Zayn'em się nie dogadywałam.
Niall zajmował się Austinem, Louis próbował mnie rozśmieszać a Harry i Liam po prostu byli i mogłam na nich liczyć w każdej sprawie.
Zayn też czasem przyjeżdżał ale nie tak często jak pozostali i wcale go za to nie winiłam.
Ma swoje życie.
Nie byłam pewna co do tego czy mogę nazwać ich przyjaciółmi ale na pewno bardzo dobrymi kolegami.
Zmarnowali pół wakacji przeze mnie.
Dzisiaj rozprawa.
Ciocia Julia postanowiła nas zaadoptować.
Dobrze wiem, że nie była gotowa na taką wielką zmianę w swoim życiu i tym bardziej jestem jej wdzięczna.
Wchodząc do sali rozpraw byłam przerażona.
A co jeśli sędzia zdecyduje oddać Austina do domu dziecka?
Mimo zapewnień bliskich nie mogłam opanować łomoczącego serca i drżących rąk.
Na szczęście po godzinnej rozprawie mogłam wreszcie odetchnąć.
Wybiegłam z sądu wdychając głęboko świeże powietrze i uściskałam z całych sił Jaspera, który na mnie czekał.
-Udało się! -Krzyknęłam.
W odpowiedzi tylko mocniej mnie przytulił.
-No widzisz? Mówiłem ci. Idziemy na spacer.
Poinformowałam moją nową zastępczą mamę o tym, że wychodzę a następnie ruszyłam z przyjacielem w stronę miasta.
Mimo, że Jasper przez cały czas próbował się uśmiechać widziałam, że cos go gryzie.
-Wszystko w porządku?
-Tak. -odpowiedział krótko.
-Przecież widzę. No powiedz mi.
-Wszystko gra.
-Znam cię na tyle długo, że wiem kiedy jesteś smutny. Więc nie wykręcaj się tylko mów.
-Bo widzisz..
Kiedy już zaczynał mówić podbiegli do nas chłopcy.
-I?-Zapytał wyczekująco Niall.
Uśmiechnęłam się co było wystarczającą odpowiedzią.
Wszyscy po kolei mnie wyściskali gratulując.
Nawet Zayn.
Tylko, że ty nie było powodu do gratulowania.
Przegrałam całe swoje życie.
A czarna mgła która nad nim spoczywała jeszcze nie odleciała.
Czułam to. I wiecie co? Wcale się nie pomyliłam.
Spojrzałam na Jas'a. Był uśmiechniety chociaż w oczach widziałam smutek.
-Co będziemy dziś robić?-Zapytał mulat.
..............
Jesteśmy w jakimś lesie.
Louis wymyślił, że będziemy grać w podchody.
Podzieliliśmy się na 3 drużyny. W jednej z nich był Jasper i Liam, w drugiej Zayn i Louis a mi przypadło być
z Harrym i Niallem.
Jako, że nas była trójka mieliśmy zacząć.
Porozstawialiśmy różne "znaki", którymi były strzałki z patyków i szyszek.
2 pozostałe drużyny miały rozstawić się w różnych miejscach a potem zacząć poszukiwania.
Kiedy już dotarliśmy na polanę, na której nie było żadnych drzew postanowiliśmy zrobić sobie odpoczynek.
Rozłożyłam marynarkę na ziemi i położyłam się na niej.
Wkoło było naprawdę pięknie. Pełno zieleni, świergot ptaków.. a u góry piękne i pozbawione chmur niebo.
Odruchowo pomyślałam o rodzicach i Sophie.
Ciekawe kto będzie kolejny.
-Nad czym tak rozmyślasz?-przerwał ciszę Harry, który położył się obok mnie.
Po drugiej stronie siedział Niall.
-O wszystkim.-Zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się w leśne odgłosy.
Po moim nosie przejechało coś puchatego i kichnęłam. Otworzyła oczy ale od razu je zamknęłam bo poraziło mnie słońce.
Niall zachichotał.
Zrobiłam daszek z rąk i ponowiłam próbę.
Nade mną siedział Styles i Horan. Dmuchnęli mi w twarz masą dmuchawców.
Wszystkie pyłki poleciały na mnie i zaczęłam kichać.
-Co wy robicie? Jestem na to cholerstwo uczulona!-Pisnełam i znów kichnęłam.
-Naprawdę?-Zapytał Niall.
-Tak.
Złapał pozostałości, które leżały obok nas i znów dmuchnął mi nimi w twarz.
Wstałam i zaczęłam go gonić.
-HORAN!!-Wydarłam się.
-Daj mi żyć!-Udawał, że płaczę.
-Nie.!-powiedziałam brutalnie-Musisz mi za to zapłacić.
-To najpierw mnie złap. Założę się, że nie dasz rady!-odwrócił się i wytknął mi język.
Potknął się o własne stopy i wywalił się na ziemię.
Harry pokładał się ze śmiechu i ja podbiegłam do niego usiadłam mu na nogach.
-I kto tu jest teraz panem?!-Krzyczałam przez śmiech.
-To było specjalnie.
-Co?
-No ten upadek.
-Jeszcze kłamiesz? Czeka cię surowa kara. -Zachichotałam.
-Harry!! RATUJ!!!-wydarł się.
-Nic już ci nie pomoże. -zaśmiałam się złowrogo.
-Już idę po ciebie przyjacielu!
Lokers podbiegł do nas, złapał mnie w pasie i odciągnął od chłopaka.
Przerzucił mnie przez ramię i biegał jak szalony w kółko.
-Puszczaj!
-Nie. -wydyszał zmęczony i po chwili mnie puścił. -Ależ ty jesteś ciężka!-Zażartował za co dostał ode mnie w żebra.
-AU!
-Znaleźliśmy was!-Wykrzyknął Zayn wbiegając na polane.
-Teraz nagroda! -Cieszył się Louis
Po chwili dołączyła do nas reszta i wróciliśmy do miasta.
-Powinniśmy porozmawiać.-powiedział Jasper przed moim domem.
-Teraz?
-Tak. To bardzo ważne.
......
Beznadzieja.
Głównie dlatego, że pisałam go przed chwilą.
Dziś sobota więc coś dodac powinnam.
Ale ostatnio brakuje mi weny ;)
Przetrwałam tylko dzięki osobom, które były i wspierały mnie przez ten czas.
Julia wyszła ze szpitala, przyjechała do nas babcia, a Jasper prawie wcale nie opuszczał mojego domu.
Z resztą chłopaków poznałam się bliżej tylko jakoś z Zayn'em się nie dogadywałam.
Niall zajmował się Austinem, Louis próbował mnie rozśmieszać a Harry i Liam po prostu byli i mogłam na nich liczyć w każdej sprawie.
Zayn też czasem przyjeżdżał ale nie tak często jak pozostali i wcale go za to nie winiłam.
Ma swoje życie.
Nie byłam pewna co do tego czy mogę nazwać ich przyjaciółmi ale na pewno bardzo dobrymi kolegami.
Zmarnowali pół wakacji przeze mnie.
Dzisiaj rozprawa.
Ciocia Julia postanowiła nas zaadoptować.
Dobrze wiem, że nie była gotowa na taką wielką zmianę w swoim życiu i tym bardziej jestem jej wdzięczna.
Wchodząc do sali rozpraw byłam przerażona.
A co jeśli sędzia zdecyduje oddać Austina do domu dziecka?
Mimo zapewnień bliskich nie mogłam opanować łomoczącego serca i drżących rąk.
Na szczęście po godzinnej rozprawie mogłam wreszcie odetchnąć.
Wybiegłam z sądu wdychając głęboko świeże powietrze i uściskałam z całych sił Jaspera, który na mnie czekał.
-Udało się! -Krzyknęłam.
W odpowiedzi tylko mocniej mnie przytulił.
-No widzisz? Mówiłem ci. Idziemy na spacer.
Poinformowałam moją nową zastępczą mamę o tym, że wychodzę a następnie ruszyłam z przyjacielem w stronę miasta.
Mimo, że Jasper przez cały czas próbował się uśmiechać widziałam, że cos go gryzie.
-Wszystko w porządku?
-Tak. -odpowiedział krótko.
-Przecież widzę. No powiedz mi.
-Wszystko gra.
-Znam cię na tyle długo, że wiem kiedy jesteś smutny. Więc nie wykręcaj się tylko mów.
-Bo widzisz..
Kiedy już zaczynał mówić podbiegli do nas chłopcy.
-I?-Zapytał wyczekująco Niall.
Uśmiechnęłam się co było wystarczającą odpowiedzią.
Wszyscy po kolei mnie wyściskali gratulując.
Nawet Zayn.
Tylko, że ty nie było powodu do gratulowania.
Przegrałam całe swoje życie.
A czarna mgła która nad nim spoczywała jeszcze nie odleciała.
Czułam to. I wiecie co? Wcale się nie pomyliłam.
Spojrzałam na Jas'a. Był uśmiechniety chociaż w oczach widziałam smutek.
-Co będziemy dziś robić?-Zapytał mulat.
..............
Jesteśmy w jakimś lesie.
Louis wymyślił, że będziemy grać w podchody.
Podzieliliśmy się na 3 drużyny. W jednej z nich był Jasper i Liam, w drugiej Zayn i Louis a mi przypadło być
z Harrym i Niallem.
Jako, że nas była trójka mieliśmy zacząć.
Porozstawialiśmy różne "znaki", którymi były strzałki z patyków i szyszek.
2 pozostałe drużyny miały rozstawić się w różnych miejscach a potem zacząć poszukiwania.
Kiedy już dotarliśmy na polanę, na której nie było żadnych drzew postanowiliśmy zrobić sobie odpoczynek.
Rozłożyłam marynarkę na ziemi i położyłam się na niej.
Wkoło było naprawdę pięknie. Pełno zieleni, świergot ptaków.. a u góry piękne i pozbawione chmur niebo.
Odruchowo pomyślałam o rodzicach i Sophie.
Ciekawe kto będzie kolejny.
-Nad czym tak rozmyślasz?-przerwał ciszę Harry, który położył się obok mnie.
Po drugiej stronie siedział Niall.
-O wszystkim.-Zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się w leśne odgłosy.
Po moim nosie przejechało coś puchatego i kichnęłam. Otworzyła oczy ale od razu je zamknęłam bo poraziło mnie słońce.
Niall zachichotał.
Zrobiłam daszek z rąk i ponowiłam próbę.
Nade mną siedział Styles i Horan. Dmuchnęli mi w twarz masą dmuchawców.
Wszystkie pyłki poleciały na mnie i zaczęłam kichać.
-Co wy robicie? Jestem na to cholerstwo uczulona!-Pisnełam i znów kichnęłam.
-Naprawdę?-Zapytał Niall.
-Tak.
Złapał pozostałości, które leżały obok nas i znów dmuchnął mi nimi w twarz.
Wstałam i zaczęłam go gonić.
-HORAN!!-Wydarłam się.
-Daj mi żyć!-Udawał, że płaczę.
-Nie.!-powiedziałam brutalnie-Musisz mi za to zapłacić.
-To najpierw mnie złap. Założę się, że nie dasz rady!-odwrócił się i wytknął mi język.
Potknął się o własne stopy i wywalił się na ziemię.
Harry pokładał się ze śmiechu i ja podbiegłam do niego usiadłam mu na nogach.
-I kto tu jest teraz panem?!-Krzyczałam przez śmiech.
-To było specjalnie.
-Co?
-No ten upadek.
-Jeszcze kłamiesz? Czeka cię surowa kara. -Zachichotałam.
-Harry!! RATUJ!!!-wydarł się.
-Nic już ci nie pomoże. -zaśmiałam się złowrogo.
-Już idę po ciebie przyjacielu!
Lokers podbiegł do nas, złapał mnie w pasie i odciągnął od chłopaka.
Przerzucił mnie przez ramię i biegał jak szalony w kółko.
-Puszczaj!
-Nie. -wydyszał zmęczony i po chwili mnie puścił. -Ależ ty jesteś ciężka!-Zażartował za co dostał ode mnie w żebra.
-AU!
-Znaleźliśmy was!-Wykrzyknął Zayn wbiegając na polane.
-Teraz nagroda! -Cieszył się Louis
Po chwili dołączyła do nas reszta i wróciliśmy do miasta.
-Powinniśmy porozmawiać.-powiedział Jasper przed moim domem.
-Teraz?
-Tak. To bardzo ważne.
......
Beznadzieja.
Głównie dlatego, że pisałam go przed chwilą.
Dziś sobota więc coś dodac powinnam.
Ale ostatnio brakuje mi weny ;)
niedziela, 6 stycznia 2013
Rozdział 7.
-Bardzo mi przykro. Pani mama nie żyje.-Powiedziała wypranym z uczuć głosem lekarka.
-Słucham?-wydusiłam przez zaciśnięte gardło.
-Operacja się nie udała. Przykro mi.-Powtórzyła nawet nie siląc się na współczujący wyraz twarzy.
Przez pierwsze pięć minut nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa.
Po prostu stałam w miejscu dopóki nie podszedł do mnie Jasper i mnie przytulił.
-I co?
-Nie żyje.
Chłopak ze świstem wypuścił powietrze.
Doskonale wiedział jak się czuje.
Całe, życie straciło sens.
Wszystkie osoby na których mi zależało odeszli.
Wyswobodziłam się z objęć przyjaciela i usiadłam na krześle.
Z sali operacyjnej wyjechało dwóch mężczyzn.
Ciągnęli za sobą łóżko z ciałem przykrytym białym prześcieradłem.
Ciałem mojej mamy.
Podbiegłam do niego i odkryłam matę.
Nie mam pojęcia po co. Chyba nie wierzyłam, że ona nie żyje.
Zaczęłam cicho szlochać.
Potem coraz głośniej.
Przyłożyłam rękę do jeszcze nie całkiem zimnego policzka.
-Proszę odejść. -Powiedział szorstkim głosem jeden z facetów.
Nie słuchałam go. Łzy zaczęły skapywać po jej twarzy.
-Nie słyszała pani? Proszę się odsunąć.
-Connie..-szepnął Jasper. łapiąc mnie za rękę.
-Puszczaj!
-Co tu się dzieje?!-Wykrzyczała zachrypniętym głosem Julia.
Koło niej stał Austin niczego nie rozumiejąc.
-Mamusia.-pisnął szczęśliwy, że ją widzi.
-Proszę zrobić miejsce!-Krzyknęła pielęgniarka.
Jasper złapał mnie za rękę i odsunął a Julia osunęła się po ścianie szlochając.
Austin zaczął wołać mamę by nie odjeżdżała a kiedy nic to nie dało złożył usta w podkówkę i usiadł na ziemię.
-Mamusiu! Chodź do mnie. -wołał przerażony.
Nie mogłam się ruszyć. Jakbym wrosła w podłogę.
Niall podbiegł do niego, wziął go na ręce i wtulił jego główkę w swój tors.
Pewnie nawet nie zdaje sobie sprawy z tego jak bardzo byłam mu wtedy wdzięczna.
-Dlaczego pojechała? Już mnie nie kocha?-chlipał cichutko o Horan kołysał go w swoich ramionach zapewniając, że mama kocha go najbardziej na świecie.
Julia próbowała wstać z ziemi by wziąć małego na ręce ale kiedy próbowała to zrobić ponownie upadła na ziemię.
Tym razem zemdlała.
Harry ocknął się szoku w którym był od dłuższego czasu i pobiegł po jakiegoś lekarza.
Przyszedł dość szybko i zabrał ze sobą innych, którzy pomogli mu włożyć ciocię na nosze.
Zabrali ją do jakiejś sali a my poszliśmy za nimi.
Niestety na razie kręcili się koło niej różni ludzie więc nie mogliśmy do niej wejść.
-Daj. Wezmę go.-Szepnęłam do blondyna, który trzymał mojego brata na kolanach.
-Nie odpocznij trochę. On teraz śpi.-Pogłaskał mnie wolną ręką po włosach.-Usiądź.
Zrobiłam o co mnie prosił.
Poklepał wolne ramię bym się oparła.
Zrobiłam to.
-Dziękuje.
-Za co?-Zdziwił się.
-Że się nim zajmujesz.
-Żaden problem. Twój braciszek to słodziak.
-Jedyny jaki mi pozostał.
-Oj Connie.. Masz jeszcze nas. Nie widzisz jaki ze mnie słodziak? -próbował mnie rozśmieszyć.
-Widzę widzę.
-Myślę, że powinnaś jechać do domu. Szpital to nie najlepsze miejsce dla dziecka.
-Nie mogę.
-Conniee- przeciągał sylaby.
-Nie Niall. Nie ma mowy. Julia to moja ciocia.
-Myślę, że chciałaby byś jechała do domu.
-A ja jestem innego zdania.
-To może ja wezmę małego i pojadę z nim do domu co?
-To chyba nie najlepszy pomysł.
-Dlaczego? Mam młodszą siostrę, wiem jak obchodzić się z dziećmi.
-Tylko, że ...hmm widzisz ja nie znam was za dobrze.
-Boisz się, że coś mu zrobię?-Zapytał urażony.
-Niall to nie tak.
-Dobrze nie będę cię do niczego namawiał.-Posłał mi ciepły uśmiech.
-Connie powinnaś jechać się przespać.-Powiedział Jasper, który właśnie do nas podszedł.
-Już jej to mówiłem, ale jest uparta.
-Pomyśl o Austinie.
-Jasper. To moja ciocia! Dopiero co straciłam mamę!! Nie rozumiesz tego?!
-Rozumiem..Cii-Pocałował mnie w czoło.-Ale martwię się..
-Wiem. Przepraszam.
-To może zostaniesz tu z chłopakami a ja wezmę Austina do siebie?-Zapytał Jas.
-Ty nie potrafisz zajmować się dziećmi. Niall pojechałbyś z nim?
-Jasne. A z kim zostaniesz?
-Ze mną. -wtrącił się Harry.
-Dobra to my się zbieramy. Pa mała. Nie siedź tu za długo tylko wracaj do domu.-Pożegnał się Jasper.-I pamiętaj, że masz mnie. Niczym nie musisz się martwić.
-Wiem.-pociągnęłam nosem.
Niall wstał trzymając Austina na rękach.
-Czekajcie! Macie klucze.
-Mamy jechać do ciebie?
Kiwnęłam na tak i usiadłam na krzesło chowając twarz w dłoniach.
Ktoś pogłaskał mnie po włosach a potem delikatnie objął.
Uniosłam głowę i oparłam się o zimną ścianę.
-Jak się trzymasz?- Zapytał cicho Harry.
-A jak mam się czuć? Na początku zmarła mi najlepsza przyjaciółka w pożarze. Potem tata w wypadku samochodowym. A teraz? Teraz mama..-Głos mi się załamał.-Czy to jest jakieś fatum?! Co ja takiego zrobiłam?
-Na pewno nic. -Harry mocno mnie przytulił.-Jeszcze wszystko się ułoży. Zobaczysz.
-Nie prawda. Wszystko się wali...
-Pani Julia się obudziła.- Usłyszałam głos doktora.
..............................................
Chyba nie nadaje się do pisania opowiadań.
A już szczególnie nie takich scen.
Sama czytając ten rozdział by w razie co poprawić błędy prawie umarłam z nudów -,-
Beznadziejaaa.
-Słucham?-wydusiłam przez zaciśnięte gardło.
-Operacja się nie udała. Przykro mi.-Powtórzyła nawet nie siląc się na współczujący wyraz twarzy.
Przez pierwsze pięć minut nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa.
Po prostu stałam w miejscu dopóki nie podszedł do mnie Jasper i mnie przytulił.
-I co?
-Nie żyje.
Chłopak ze świstem wypuścił powietrze.
Doskonale wiedział jak się czuje.
Całe, życie straciło sens.
Wszystkie osoby na których mi zależało odeszli.
Wyswobodziłam się z objęć przyjaciela i usiadłam na krześle.
Z sali operacyjnej wyjechało dwóch mężczyzn.
Ciągnęli za sobą łóżko z ciałem przykrytym białym prześcieradłem.
Ciałem mojej mamy.
Podbiegłam do niego i odkryłam matę.
Nie mam pojęcia po co. Chyba nie wierzyłam, że ona nie żyje.
Zaczęłam cicho szlochać.
Potem coraz głośniej.
Przyłożyłam rękę do jeszcze nie całkiem zimnego policzka.
-Proszę odejść. -Powiedział szorstkim głosem jeden z facetów.
Nie słuchałam go. Łzy zaczęły skapywać po jej twarzy.
-Nie słyszała pani? Proszę się odsunąć.
-Connie..-szepnął Jasper. łapiąc mnie za rękę.
-Puszczaj!
-Co tu się dzieje?!-Wykrzyczała zachrypniętym głosem Julia.
Koło niej stał Austin niczego nie rozumiejąc.
-Mamusia.-pisnął szczęśliwy, że ją widzi.
-Proszę zrobić miejsce!-Krzyknęła pielęgniarka.
Jasper złapał mnie za rękę i odsunął a Julia osunęła się po ścianie szlochając.
Austin zaczął wołać mamę by nie odjeżdżała a kiedy nic to nie dało złożył usta w podkówkę i usiadł na ziemię.
-Mamusiu! Chodź do mnie. -wołał przerażony.
Nie mogłam się ruszyć. Jakbym wrosła w podłogę.
Niall podbiegł do niego, wziął go na ręce i wtulił jego główkę w swój tors.
Pewnie nawet nie zdaje sobie sprawy z tego jak bardzo byłam mu wtedy wdzięczna.
-Dlaczego pojechała? Już mnie nie kocha?-chlipał cichutko o Horan kołysał go w swoich ramionach zapewniając, że mama kocha go najbardziej na świecie.
Julia próbowała wstać z ziemi by wziąć małego na ręce ale kiedy próbowała to zrobić ponownie upadła na ziemię.
Tym razem zemdlała.
Harry ocknął się szoku w którym był od dłuższego czasu i pobiegł po jakiegoś lekarza.
Przyszedł dość szybko i zabrał ze sobą innych, którzy pomogli mu włożyć ciocię na nosze.
Zabrali ją do jakiejś sali a my poszliśmy za nimi.
Niestety na razie kręcili się koło niej różni ludzie więc nie mogliśmy do niej wejść.
-Daj. Wezmę go.-Szepnęłam do blondyna, który trzymał mojego brata na kolanach.
-Nie odpocznij trochę. On teraz śpi.-Pogłaskał mnie wolną ręką po włosach.-Usiądź.
Zrobiłam o co mnie prosił.
Poklepał wolne ramię bym się oparła.
Zrobiłam to.
-Dziękuje.
-Za co?-Zdziwił się.
-Że się nim zajmujesz.
-Żaden problem. Twój braciszek to słodziak.
-Jedyny jaki mi pozostał.
-Oj Connie.. Masz jeszcze nas. Nie widzisz jaki ze mnie słodziak? -próbował mnie rozśmieszyć.
-Widzę widzę.
-Myślę, że powinnaś jechać do domu. Szpital to nie najlepsze miejsce dla dziecka.
-Nie mogę.
-Conniee- przeciągał sylaby.
-Nie Niall. Nie ma mowy. Julia to moja ciocia.
-Myślę, że chciałaby byś jechała do domu.
-A ja jestem innego zdania.
-To może ja wezmę małego i pojadę z nim do domu co?
-To chyba nie najlepszy pomysł.
-Dlaczego? Mam młodszą siostrę, wiem jak obchodzić się z dziećmi.
-Tylko, że ...hmm widzisz ja nie znam was za dobrze.
-Boisz się, że coś mu zrobię?-Zapytał urażony.
-Niall to nie tak.
-Dobrze nie będę cię do niczego namawiał.-Posłał mi ciepły uśmiech.
-Connie powinnaś jechać się przespać.-Powiedział Jasper, który właśnie do nas podszedł.
-Już jej to mówiłem, ale jest uparta.
-Pomyśl o Austinie.
-Jasper. To moja ciocia! Dopiero co straciłam mamę!! Nie rozumiesz tego?!
-Rozumiem..Cii-Pocałował mnie w czoło.-Ale martwię się..
-Wiem. Przepraszam.
-To może zostaniesz tu z chłopakami a ja wezmę Austina do siebie?-Zapytał Jas.
-Ty nie potrafisz zajmować się dziećmi. Niall pojechałbyś z nim?
-Jasne. A z kim zostaniesz?
-Ze mną. -wtrącił się Harry.
-Dobra to my się zbieramy. Pa mała. Nie siedź tu za długo tylko wracaj do domu.-Pożegnał się Jasper.-I pamiętaj, że masz mnie. Niczym nie musisz się martwić.
-Wiem.-pociągnęłam nosem.
Niall wstał trzymając Austina na rękach.
-Czekajcie! Macie klucze.
-Mamy jechać do ciebie?
Kiwnęłam na tak i usiadłam na krzesło chowając twarz w dłoniach.
Ktoś pogłaskał mnie po włosach a potem delikatnie objął.
Uniosłam głowę i oparłam się o zimną ścianę.
-Jak się trzymasz?- Zapytał cicho Harry.
-A jak mam się czuć? Na początku zmarła mi najlepsza przyjaciółka w pożarze. Potem tata w wypadku samochodowym. A teraz? Teraz mama..-Głos mi się załamał.-Czy to jest jakieś fatum?! Co ja takiego zrobiłam?
-Na pewno nic. -Harry mocno mnie przytulił.-Jeszcze wszystko się ułoży. Zobaczysz.
-Nie prawda. Wszystko się wali...
-Pani Julia się obudziła.- Usłyszałam głos doktora.
..............................................
Chyba nie nadaje się do pisania opowiadań.
A już szczególnie nie takich scen.
Sama czytając ten rozdział by w razie co poprawić błędy prawie umarłam z nudów -,-
Beznadziejaaa.
wtorek, 18 grudnia 2012
Rozdział 6.
-CO SIĘ STAŁO?!
-Twoja mama..
Serce momentalnie zaczęło bić tak, że bałam się by nie rozerwało mi wnętrzności.
-Co się stało?-powtarzam pytanie już nieco spokojniej choć ze zdenerwowania nogi mam jak z waty a moje serce dalej szaleje.
-Miała wypadek. Leży w szpitalu...- Mówi przez łzy.
-Ale żyje? Błagam powiedz, że żyję...-łkałam.
-Tak.. Adres napiszę ci w sms'ie.
-Dobrze.
Stoję w osłupieniu i przerażeniu jeszcze dobre 5 minut nie zwracając uwagi na chłopaków którzy próbują się czegoś dowiedzieć.
Dopiero dźwięk telefonu zwraca moja uwagę.
-Jasper? Zawieziesz mnie?-Wskazuję na ekran telefonu.
-Connie co się stało?
-Proszę..
-Oczywiście, ze cię zawiozę ale pod warunkiem, że wszystko mi opowiesz.
-Ale ja sama nawet nie wiem do końca co się stało. Wiem tylko tyle, że moja mama miała wypadek.
Mówię nie zwracając uwagi na to, że dalej płaczę.
-Chodź do mnie. -Powiedział mój przyjaciel i przytulił z całych sił a potem zaprowadził do auta.
-Możemy jechać z wami?-Zapytał cicho Harry.
Kiwam głową na znak, że tak chociaż wcale nie mam na to ochoty.
Przecież znamy się tak krótko i nie chce by wiedzieli o mojej przeszłości.
Bo najgorsze jest to współczucie które widzę w oczach ludzi którzy wiedzą..
Przez całą drogę Jasper trzyma mnie za rękę puszczając ją tylko po to by zmienić bieg.
Na miejscu szybko biegnę w stronę szpitala.
-Gdzie leży Elizabeth Hughes?-Pytam młodej pielęgniarki.
-Rodzina?-Pyta oschle.
-Tak jestem jej córką.
-Jest na sali operacyjnej.
-Dziękuje.
Biegnę we wskazane miejsce a reszta depczę mi po piętach.
-Ciociu.. jak to się stało?
-Poszła po zakupy..-mówi przez łzy-stała na chodniku przy pasach i czekała na zielone światło. Ale jacyś chłopacy zaczęli się bić..-Płacz.- i nie chcąco popchnęli jej wózek. Wpadła prosto pod auto-Przeraźliwy płacz. Nie wytrzymałam i przytuliłam się do niej i sama też zaczęłam szlochać.
-Dlaczego to wszystko mnie teraz spotyka? Nas. Mnie i Austina.
-Nie wiem kochanie nie wiem..Właśnie! muszę jechać po Austina. Zostawiłam go u tej miłej sąsiadki.
-Ja zostanę.
-Przyjadę potem,.
Całuje mnie w czoło i odchodzi.
Siadam na krzesełku. Koło mnie siada Jas a z drugiej strony Hazza.
Ten pierwszy obejmuje mnie ramieniem. Opieram głowę o jego tors i siedzę z każdą minutą bardziej zaniepokojona.
Kiedy z sali wychodzi lekarz szybko do niego podbiegam.
-Co z mamą?!
-Proszę się uspokoić. Pani mama jest w bardzo ciężkim stanie ale robimy wszystko co się da.Jak na razie jej stan jest stabilny ale operacja wciąż trwa.
-Connie usiądź. -Mówi Jasper.-Może jesteś głodna?
-Nie mogę jej stracić rozumiesz?-Powtarzam wciąż tą samą regułkę i zajmuję koło niego miejsce.
-Wiem i nie stracisz. Jest źle ale trzeba być dobrej myśli.
Siedzimy tu tak długo, że nawet nie zdaję sobie sprawy z tego kiedy zasnęłam.
JAKIŚ CZAS POTEM
Budzę się wtulona w chłopaka.
Na początku myślałam, że to Jasper ale się pomyliłam.
-Gdzie jest reszta?-Pytam Niall'a.
-Poszli po kawę i coś do jedzenia. -Mówi wciąż mnie obejmując.
Nie myśląc co robię kładę głowę na jego ramieniu.
-Długo spałam?
-Nie. Jakieś pół godzinki.
-A oni nadal ją operują?
-Tak.-Odpowiada mi cicho.
Płaczę. Znowu.
-Connie.. Proszę przestań..
-Nie mogę..
-Chociaż spróbuj.
Nie powiedział tego durnego" Będzie dobrze" i za to ma u mnie ogromnego plusa. Nie kłamie, bo nie wie jak będzie.
W chwili kiedy udaje mi się uspokoić przychodzą chłopacy.
-Głodna?
-Nie.-Odpowiadam ale widząc jego zmartwioną minę biorę tackę którą mi podaję i z ledwością żuje kawałek bułki.
Z sali operacyjnej wychodzi lekarka.
-Czy jest tu ktoś z rodziny pani Elizabeth..-Zerka na kartotekę-Hughes?
-Tak..Jestem córką..-Odpowiadam przez zaciśnięte gardło.
........................................
Nudaa.
Jedna wielka nuda -,-
Wybaczcie ale nie umiem pisać takich smutnych scen ;p
Wprowadzam zasadę ;) Żeby był kolejny pod rozdziałem muszą się pojawić co najmniej 3 KOMENTARZE! :)
I przepraszam za błędy i nie dociągnięcia ale to wszystko przez pośpiech. :)
-Twoja mama..
Serce momentalnie zaczęło bić tak, że bałam się by nie rozerwało mi wnętrzności.
-Co się stało?-powtarzam pytanie już nieco spokojniej choć ze zdenerwowania nogi mam jak z waty a moje serce dalej szaleje.
-Miała wypadek. Leży w szpitalu...- Mówi przez łzy.
-Ale żyje? Błagam powiedz, że żyję...-łkałam.
-Tak.. Adres napiszę ci w sms'ie.
-Dobrze.
Stoję w osłupieniu i przerażeniu jeszcze dobre 5 minut nie zwracając uwagi na chłopaków którzy próbują się czegoś dowiedzieć.
Dopiero dźwięk telefonu zwraca moja uwagę.
-Jasper? Zawieziesz mnie?-Wskazuję na ekran telefonu.
-Connie co się stało?
-Proszę..
-Oczywiście, ze cię zawiozę ale pod warunkiem, że wszystko mi opowiesz.
-Ale ja sama nawet nie wiem do końca co się stało. Wiem tylko tyle, że moja mama miała wypadek.
Mówię nie zwracając uwagi na to, że dalej płaczę.
-Chodź do mnie. -Powiedział mój przyjaciel i przytulił z całych sił a potem zaprowadził do auta.
-Możemy jechać z wami?-Zapytał cicho Harry.
Kiwam głową na znak, że tak chociaż wcale nie mam na to ochoty.
Przecież znamy się tak krótko i nie chce by wiedzieli o mojej przeszłości.
Bo najgorsze jest to współczucie które widzę w oczach ludzi którzy wiedzą..
Przez całą drogę Jasper trzyma mnie za rękę puszczając ją tylko po to by zmienić bieg.
Na miejscu szybko biegnę w stronę szpitala.
-Gdzie leży Elizabeth Hughes?-Pytam młodej pielęgniarki.
-Rodzina?-Pyta oschle.
-Tak jestem jej córką.
-Jest na sali operacyjnej.
-Dziękuje.
Biegnę we wskazane miejsce a reszta depczę mi po piętach.
-Ciociu.. jak to się stało?
-Poszła po zakupy..-mówi przez łzy-stała na chodniku przy pasach i czekała na zielone światło. Ale jacyś chłopacy zaczęli się bić..-Płacz.- i nie chcąco popchnęli jej wózek. Wpadła prosto pod auto-Przeraźliwy płacz. Nie wytrzymałam i przytuliłam się do niej i sama też zaczęłam szlochać.
-Dlaczego to wszystko mnie teraz spotyka? Nas. Mnie i Austina.
-Nie wiem kochanie nie wiem..Właśnie! muszę jechać po Austina. Zostawiłam go u tej miłej sąsiadki.
-Ja zostanę.
-Przyjadę potem,.
Całuje mnie w czoło i odchodzi.
Siadam na krzesełku. Koło mnie siada Jas a z drugiej strony Hazza.
Ten pierwszy obejmuje mnie ramieniem. Opieram głowę o jego tors i siedzę z każdą minutą bardziej zaniepokojona.
Kiedy z sali wychodzi lekarz szybko do niego podbiegam.
-Co z mamą?!
-Proszę się uspokoić. Pani mama jest w bardzo ciężkim stanie ale robimy wszystko co się da.Jak na razie jej stan jest stabilny ale operacja wciąż trwa.
-Connie usiądź. -Mówi Jasper.-Może jesteś głodna?
-Nie mogę jej stracić rozumiesz?-Powtarzam wciąż tą samą regułkę i zajmuję koło niego miejsce.
-Wiem i nie stracisz. Jest źle ale trzeba być dobrej myśli.
Siedzimy tu tak długo, że nawet nie zdaję sobie sprawy z tego kiedy zasnęłam.
JAKIŚ CZAS POTEM
Budzę się wtulona w chłopaka.
Na początku myślałam, że to Jasper ale się pomyliłam.
-Gdzie jest reszta?-Pytam Niall'a.
-Poszli po kawę i coś do jedzenia. -Mówi wciąż mnie obejmując.
Nie myśląc co robię kładę głowę na jego ramieniu.
-Długo spałam?
-Nie. Jakieś pół godzinki.
-A oni nadal ją operują?
-Tak.-Odpowiada mi cicho.
Płaczę. Znowu.
-Connie.. Proszę przestań..
-Nie mogę..
-Chociaż spróbuj.
Nie powiedział tego durnego" Będzie dobrze" i za to ma u mnie ogromnego plusa. Nie kłamie, bo nie wie jak będzie.
W chwili kiedy udaje mi się uspokoić przychodzą chłopacy.
-Głodna?
-Nie.-Odpowiadam ale widząc jego zmartwioną minę biorę tackę którą mi podaję i z ledwością żuje kawałek bułki.
Z sali operacyjnej wychodzi lekarka.
-Czy jest tu ktoś z rodziny pani Elizabeth..-Zerka na kartotekę-Hughes?
-Tak..Jestem córką..-Odpowiadam przez zaciśnięte gardło.
........................................
Nudaa.
Jedna wielka nuda -,-
Wybaczcie ale nie umiem pisać takich smutnych scen ;p
Wprowadzam zasadę ;) Żeby był kolejny pod rozdziałem muszą się pojawić co najmniej 3 KOMENTARZE! :)
I przepraszam za błędy i nie dociągnięcia ale to wszystko przez pośpiech. :)
Rozdział 5.
Nie zdążyłam dobrze wejść do domu a już dostała sms'a.
Myślałam, że od Nialla ale się pomyliłam.
Jasper:
Jesteś już w domu?
Odpowiedź: Tak właśnie weszłam :) A jak ty się bawisz?
Jasper:
To dobrze, nie powinienem był cię z nim puścić. Jakby coś ci się stało nie wybaczyłbym sobie tego.
A ja się bawię dobrze ale trochę mi nieswojo bez ciebie. :)
Odpowiedź: Nie martw się nic mi nie jest :)
Myję ręce i idę do kuchni w poszukiwaniu jakiejś żywej duszy.
Niestety nikogo tam nie zastaje.
Szukam więc dalej.
Ale ani w dużym pokoju, ani w pokoju cioci, Austina i w łazience nikogo nie ma.
Patrzę więc do pokoju mamy. O dziwo jej też nie ma.
Czyżby ona i Jula się pogodziły?
Z rozmyślań jednak wyrywa mnie szczęk otwieranych drzwi.
Schodzę na dół i zastaję tam mamę.
-Gdzie byłaś?
-Na spacerze i zakupach.-odpowiada. To chyba jakiś postęp.
-Daj wezmę-Wyciągam ręce w kierunku siatki z rzeczami.
-Co zrobimy dziś na kolację?-Staje w bezruchu i zastanawiam się czy czasem mi się to nie przesłyszało.
-A..Co byś chciała?
-Właściwie to mam ochotę na kurczaka.
-Może być. -Uśmiecham się.-A przypadkiem nie wiesz gdzie może jest Austin i Julia?
-Podobno w zoo.
-To od czego zaczynamy?
-Przygotuj talerze i sztućce a resztą ja się zajmę.
-Okey. Mamo?
-Tak?
-Muszę ci o czymś powiedzieć.
-Co się stało?
-Zabrałam Bruna z powrotem do nas.
Po chwili namysłu odpowiada:
-To dobrze. Już od jakiegoś czasu nad tym myślałam.
-Naprawdę? To dobrze bo bardzo za nim tęskniłam.
-Gdzie on jest?
-Śpi u mnie w pokoju.
-Tak?
-Muszę ci o czymś powiedzieć.
-Co się stało?
-Zabrałam Bruna z powrotem do nas.
Po chwili namysłu odpowiada:
-To dobrze. Już od jakiegoś czasu nad tym myślałam.
-Naprawdę? To dobrze bo bardzo za nim tęskniłam.
-Gdzie on jest?
-Śpi u mnie w pokoju.
-A jak się dziś bawiłaś?
-Było bardzo miło..
-Jest tam ktoś?-Woła Julia z korytarza.
-W kuchni!
Przewracam się z boku na bok nie mogąc usnąć.
Myślę o dzisiejszym dniu.
A w szczególności o nowym niebieskookim koledze.
Niall wynocha z mojej głowy! Chce spać!
Już prawie...Zasypiam..
Pipip Pipip!
Przeklęty telefon!
Patrzę na wyświetlacz. Numer mi nieznany. Może to Horan?
Hej. Obudziłem cię?
Harry :)
Odpowiedź: Hej. Nie, jeszcze nie spałam :P
Ala mam zamiar więc może popiszemy jutro?:)
Miłych snów. Connie ;*
Wysłał smutną minkę ale nic nie odpisałam bo za bardzo byłam śpiąca.
Obudził mnie ten przeklęty budzik.
Dlaczego go nie wyłączyłam!?
Przykrywam głowę poduszką myśląc, że to coś pomoże ale nie.
Pikanie staje się jeszcze bardziej wkurzające.
Wstaje i wyłączam go.
-Hej!-Odzywa się znajomy głos.
-Aaa!-Podskakuje wystraszona. Co tu ktoś robi o tej porze?
-Mi też cię miło widzieć Connie.
-Jasper! Chcesz, mnie wykończyć?
-Nie no co ty! -Śmieje się.-Przyszedłem cię zabrać na śniadanie.
-Ale ja nie jem tak wcześnie śniadania.
-Nie marudź tylko idź się ubrać!
-Daj mi 5 minut.
-5 ewentualnie 50 minut?
-Dokładnie.Ale to twoja wina.
-No idź już bo zamiast śniadania zjemy obiad.
-Dobra, dobra.
< Ubrałam się tak jak na zdjęciu, dajcie znać czy wolicie sami sobie wyobrażać czy widzieć >
-Gotowa?
-Taak.
-Ładnie wyglądasz.
-Dzięki. Wychodzimy?
-Tak. Auto zaparkowałem przed domem.
-Żartujesz sobie? Jest taka ładna pogoda a ty chcesz tłuc się autem?
-Nie chce mi się chodzić.
-Nie marudź!
Przez całą drogę do kawiarni truje mi głowę o tym, że zawsze jest prze zemnie zdominowany i tak dalej.
-Gdzie siadamy?
-A co ty na to żebyśmy kupili sobie kawkę, coś do jedzenia i poszli do parku?-Pyta.
-Świetny pomysł.
Tak więc zamówiliśmy 2 kawy, ja wzięłam sałatkę z kurczakiem a Jasper bułkę z serem, pomidorem, szynką, sałatą i innymi dodatkami.
-O jeny! Zapomniałam wyprowadzić Bruna z domu!
-Spokojnie, chciałem to zrobić ale twoja ciocia powiedziała, że on już z nią był.
-To dobrze..Choć uważam, że ona i tak za dużo dla nas robi i nie powinnam jej obciążać moimi obowiązkami.
-Nie przesadzaj.
-Zgadnij kto to!-Ktoś zakrywa mi oczy dłońmi.
-Hmm.. Biorąc pod uwagę to, że słyszę twój głos Niall to sądzę, że to ty.
-Zapomniałem zmienić głos! Jestem idiotą .-Śmiejemy się.
-A gdzie jest reszta?-Pyta Jasper.
-Liam i Louis są ze swoimi dziewczynami, Zayn zaraz powinien przyjść, a Harry już tu idzie.
-Cześć wam!
-Hej.
-Możemy się dosiąść?
-Jasne-odpowiadam.
Niall zajmuje miejsce obok mnie a Harry obok Jaspera.
-Jak głowa?-Pyta Styles mojego przyjaciela.
-Chyba to ja powinienem o to zapytać. Bo nie wiem czy zauważyliście ale to ja was odwoziłem.
-Tak oczywiście, że pamietam!-Blefuje.
Jasper wybucha śmiechem a po chwili i my do niego dołączamy.
-Co tu tak głośno?-pyta Zayn, który właśnie przyszedł.
-A co główka boli?-Mówię dość głośno za co chłopak patrzy na mnie morderczym wzrokiem.
-Connie! Robisz to specjalnie?-Stęka.
-Nie no co ty? Jak bym śmiała?
-Błagam cię.
Siedzimy co chwile się śmiejąc zwracając tym uwagę innych ludzi.
-Niall..-Mówię.
-Co?
-Zostaw moje jedzenie w spokoju.
-Przecież ja nic nie robię!
-Tak? A mój kurczak sam wyparował?
-No nie wiem..-udaję, że nie wie o co mi chodzi.
-Ja muszę lecieć.-Mówi Zayn, który dostał właśnie sms'a.
-Perrie?
-No..-Mówi jakoś nie mrawo.
Dowiedziałam się, że Perrie to dziewczyna Zayna i choć on ją bardzo kocha to denerwuje go to, że musi być na każde jej zawołanie. Przez przypadek Harry wygadał się też, że mają zespół o nazwie one direction.
Dlaczego mieliśmy o tym nie wiedzieć? Dlatego, że woleli by mieć prawdziwych znajomych, takich których nie obchodzi ich sława.
Nasze wygłupianie się przerwał dzwonek mojego telefonu.
-Halo?
-Connie..-Słyszę zapłakany głos Julii.
-Co się stało?
-Bardzo mi przykro...
..............................
Koniec. Udało mi się napisać i jeszcze zdążyć w czasie. ;)
Rozdział jest nudny ale nie miałam o czym na razie napisać bo oni muszą się dobrze poznać ;P
Obudził mnie ten przeklęty budzik.
Dlaczego go nie wyłączyłam!?
Przykrywam głowę poduszką myśląc, że to coś pomoże ale nie.
Pikanie staje się jeszcze bardziej wkurzające.
Wstaje i wyłączam go.
-Hej!-Odzywa się znajomy głos.
-Aaa!-Podskakuje wystraszona. Co tu ktoś robi o tej porze?
-Mi też cię miło widzieć Connie.
-Jasper! Chcesz, mnie wykończyć?
-Nie no co ty! -Śmieje się.-Przyszedłem cię zabrać na śniadanie.
-Ale ja nie jem tak wcześnie śniadania.
-Nie marudź tylko idź się ubrać!
-Daj mi 5 minut.
-5 ewentualnie 50 minut?
-Dokładnie.Ale to twoja wina.
-No idź już bo zamiast śniadania zjemy obiad.
-Dobra, dobra.
< Ubrałam się tak jak na zdjęciu, dajcie znać czy wolicie sami sobie wyobrażać czy widzieć >
-Gotowa?
-Taak.
-Ładnie wyglądasz.
-Dzięki. Wychodzimy?
-Tak. Auto zaparkowałem przed domem.
-Żartujesz sobie? Jest taka ładna pogoda a ty chcesz tłuc się autem?
-Nie chce mi się chodzić.
-Nie marudź!
Przez całą drogę do kawiarni truje mi głowę o tym, że zawsze jest prze zemnie zdominowany i tak dalej.
-Gdzie siadamy?
-A co ty na to żebyśmy kupili sobie kawkę, coś do jedzenia i poszli do parku?-Pyta.
-Świetny pomysł.
Tak więc zamówiliśmy 2 kawy, ja wzięłam sałatkę z kurczakiem a Jasper bułkę z serem, pomidorem, szynką, sałatą i innymi dodatkami.
-O jeny! Zapomniałam wyprowadzić Bruna z domu!
-Spokojnie, chciałem to zrobić ale twoja ciocia powiedziała, że on już z nią był.
-To dobrze..Choć uważam, że ona i tak za dużo dla nas robi i nie powinnam jej obciążać moimi obowiązkami.
-Nie przesadzaj.
-Zgadnij kto to!-Ktoś zakrywa mi oczy dłońmi.
-Hmm.. Biorąc pod uwagę to, że słyszę twój głos Niall to sądzę, że to ty.
-Zapomniałem zmienić głos! Jestem idiotą .-Śmiejemy się.
-A gdzie jest reszta?-Pyta Jasper.
-Liam i Louis są ze swoimi dziewczynami, Zayn zaraz powinien przyjść, a Harry już tu idzie.
-Cześć wam!
-Hej.
-Możemy się dosiąść?
-Jasne-odpowiadam.
Niall zajmuje miejsce obok mnie a Harry obok Jaspera.
-Jak głowa?-Pyta Styles mojego przyjaciela.
-Chyba to ja powinienem o to zapytać. Bo nie wiem czy zauważyliście ale to ja was odwoziłem.
-Tak oczywiście, że pamietam!-Blefuje.
Jasper wybucha śmiechem a po chwili i my do niego dołączamy.
-Co tu tak głośno?-pyta Zayn, który właśnie przyszedł.
-A co główka boli?-Mówię dość głośno za co chłopak patrzy na mnie morderczym wzrokiem.
-Connie! Robisz to specjalnie?-Stęka.
-Nie no co ty? Jak bym śmiała?
-Błagam cię.
Siedzimy co chwile się śmiejąc zwracając tym uwagę innych ludzi.
-Niall..-Mówię.
-Co?
-Zostaw moje jedzenie w spokoju.
-Przecież ja nic nie robię!
-Tak? A mój kurczak sam wyparował?
-No nie wiem..-udaję, że nie wie o co mi chodzi.
-Ja muszę lecieć.-Mówi Zayn, który dostał właśnie sms'a.
-Perrie?
-No..-Mówi jakoś nie mrawo.
Dowiedziałam się, że Perrie to dziewczyna Zayna i choć on ją bardzo kocha to denerwuje go to, że musi być na każde jej zawołanie. Przez przypadek Harry wygadał się też, że mają zespół o nazwie one direction.
Dlaczego mieliśmy o tym nie wiedzieć? Dlatego, że woleli by mieć prawdziwych znajomych, takich których nie obchodzi ich sława.
Nasze wygłupianie się przerwał dzwonek mojego telefonu.
-Halo?
-Connie..-Słyszę zapłakany głos Julii.
-Co się stało?
-Bardzo mi przykro...
..............................
Koniec. Udało mi się napisać i jeszcze zdążyć w czasie. ;)
Rozdział jest nudny ale nie miałam o czym na razie napisać bo oni muszą się dobrze poznać ;P
Kocham to zdjęcie! ;D
piątek, 7 grudnia 2012
Rozdział 4.
-Naprawdę cieszę się, że tu przyszłaś.-Mówi pani Dawson.-Może wejdziesz? Zrobię ci coś do picia?
-Nie dziękuje bo.. my właściwie to wychodzimy tylko Jasper się przebierze.
-Ale wpadniesz do nas jeszcze?
-Oczywiście-Posyłam jej szczery uśmiech. Strasznie mi ulżyło.
-To dobrze, bo Jasp..-kończy bo z góry zbiega chłopak z deskorolką w ręce.
-Idziemy?
-Tak.Do widzenia.
-Do widzenia. Wpadnij do nas za niedługo.
-Dobrze.
-Miła ta twoja ciocia.-Mówi Jas w drodze do skate parku bo u mnie już byliśmy.
-Wiem. Jest w porządku. Czy mógłbyś się na chwilę zatrzymać?
-Mógłbym ale po co?
-Proszę cie zrób to.
-Dobra.
Zjeżdżamy na bok a ja wysiadam z auta i idę w kierunku domu Ellie.
-Zaraz wracam.
Obracam się w kierunku auta i widzę, że chłopak idzie tuż za mną.
-Connie? Co my tu robimy?-Pyta lekko przestraszony moim zachowaniem.
-Muszę się zobaczyć z Brunem.
-Bruno tu jest? Dlaczego nie u was w domu?
-Mama go dała na jakiś czas Ellie. Mojej kuzynce, bo uważa, że teraz nie ma kto z nim wychodzić i się nim zajmować.
-Weźmiesz go do domu?
-Chciałabym.
-To dlaczego tego nie zrobisz?
-Boję się reakcji mamy.
-Nie wygłupiaj się. Jej już na pewno przeszło.
Pukam do drzwi. Otwiera mi jakiś nieznajomy mi mężczyzna.
Nie zwracam na niego uwagi tylko kucam i przytulam się do mięciutkiego futerka mojego pieska, który właśnie do mnie podszedł.
-Niech pan powie Ellie, że go zabieram a po resztę jego rzeczy przyjadę kiedyś indziej.
-Słucham? Nie możesz zabrać jej tego psa.
Nie spodobał mi się sposób w jaki wypowiedział "tego psa" .Z taką.. odrazą.
I dlatego postanowiłam nie czekać na pozwolenie tylko wzięłam go za obrożę i zaprowadziłam do auta.
Mężczyzna wydawał się nie być przejęty a co wiecej.. Chyba mu ulżyło.
-Jesteś pewna, że tak można? -Pyta Jasper.
-Tak. Przecież to mój pies no nie?
-No tak ale on może o tym nie wiedzieć.
-Nie wygłupiaj się tylko jedź!
Od pół godziny siedzę i patrzę jak mój przyjaciel jeździ na desce i wykonuje jakieś triki a Bruno za nim biega w tę i z powrotem z jęzorem wywalonym na zewnątrz.
Śmieje sie jak opętana nie zwracając uwagi na ludzi, którzy sie na mnie gapią,
kiedy Jas z ledwością co chwile skręca by nie wjechać na psa.
Jednak kiedy próbuje zrobić to kolejny raz wywraca się.
Przestraszona podbiegam do niego i z ulgą stwierdzam, że się uśmiecha.
-Co za łobuz!- udaje oburzonego.
Łapie psa i tarmosi go po głowie. Siadam koło niego i przez dłuższą chwilę siedzimy w ciszy.
Jednak kiedy widzę jak Bruno biegnie w kierunku jakiegoś chłopaka zrywam się z miejsca.
Mimo tego, że biegłam jak najszybciej jak potrafiłam nie udało mi się go uprzedzić i Bruno go przewraca.
-Strasznie przepraszam- wołam i odciągam futrzaka.
-Nic się nie stało.-Wstaje i otrzepuje dżinsy. Jego kolega zaczyna się śmiać a ja nie wiem co powiedzieć. Skądś go znam.
No tak to przecież, ten z lodziarni. Pan marchewka.
-Naprawdę mi przykro. -Zerkam w kierunku Jaspera, który zwija się ze śmiechu.
-Nic się nie stało.Należało mu się..-śmieje się
-Może mam tylko takie wrażenie Ale czy my się już czasem kiedyś nie spotkaliśmy?-Pyta mulat nie zwracając uwagi na żarty na jego temat
-Chyba nie. -Odpowiadam..-Ja już muszę lecieć. Do zobaczenia.!
-Dokładnie to do kiedy?
Śmieje się, macham na pożegnanie i wracam do Jaspera.
-Bardzo sie cieszę, że tak cię to bawiło!
-Bardzo..
-Idziemy na pizze?
-Dobra ale dzisiaj do tej knajpy co ja lubie!
-ech nie możemy iść bo kto zostanie z Brunem? I uprzedzam, że nie zostawię go w aucie!
-Usiądziemy przy stolikach na dworze, tam nie powinno to nikomu przeszkadzać.
-Ale się najadłam.. -łapie się za brzuch.
-Żartujesz sobie? Połowę to dałaś temu łobuzowi. -śmieje się Jas.
Skoro już teraz się tak zachowuje to potem moze byc już tylko lepiej.
-Ziemia do Connie!-Macha mi ręką przed oczami.
-Co?
-Ktoś do ciebie macha.
-No przecież widzę. Jak mogłabym nie zauważyć skoro robisz to z tak bliska?
-Nie chodzi mi o mnie głupolu!
Rozglądam się dookoła i zauważam 4 chłopaków z których dwójka mi macha.
Odmachuje z uśmiecham na buzi.
-Możemy się dosiąść? -Pyta chłopak z lodziarni.
-Jasne-Odpowiadam.
-Kurdę my się nie przedstawiliśmy! Więc ja jestem Louis.
-Ja Zayn.
-Liam
-A ja Niall.
-Miło mi. Ja jestem Connie a to Jasper.
-Nam też jest miło.-Mówi mulat z uśmiechem.
-To co zamawiamy?
-Mieliśmy poczekać na Stylesa.-mówi Liam<chyba>
-Weź, się ogarnij. Zanim on przyjdzie to ja umrę z głodu!-Mówi przerażony blondynek.
-No dobra zamawiamy.
Siedzę z nimi jakieś pół godziny i już mogę stwierdzić, że oni są poprostu BOSCY! ;D
Cały czas się wygłupiają, żartują i czymś rzucają.
-No nareszcie Hazza się pojawił! -woła Zayn.
-Siema sory za...O Connie cześć!
-Hej.
-To wy się znacie? -Pyta Niall.
-Tak a co?-Harry bierze krzesło i siada obok mnie.
-Nie nic. Tak pytałem.
-Ej a gdzie moja pizza?!
-Harry.. Uspokój się..
-Niall.! Zjadłeś?
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać oprócz Nialla.
-Dobra ludzie ja się zbieram.-mówię bo minęło już dużo czasu.
-To ja też.-mówi Jasper.
-Przecież możesz zostać.
-Muszę cię odwieźć.
-Wcale nie.
-Owszem .
-To ja mogę ją odwieźć.-Mówi Niall.-I tak będę się zbierać.
-Ale jak coś jej się stanie... -Wiadomo co Jas ma na myśli i robi mi się głupio kiedy to mówi.
-Spokojnie. Przecież nic jej nie zrobię!
-No mam nadzieje.
Wsiadam do jego auta i czekam aż zrobi to samo.
-To gdzie jedziemy?-Podaje mu adres i ruszamy.
-Co ciekawego powiesz?
-A co chciałbyś wiedzieć?
-Ile masz lat?
-18 a ty?
-Na serio? Wyglądasz młodziej. Ja mam 19.
-Wiem, wszyscy mi to mówią.
-Zainteresowania?
-Piszesz książkę?-śmieje się.
-Niee, chce się czegoś o tobie dowiedzieć.
-Po co? Prawdopodobnie nigdy więcej się nie spotkamy.
-Dlaczego tak sądzisz? Przecież możemy jeszcze gdzies razem wyjść.
-Kiedy?-Mówię to tak ochoczo, że moje policzki natychmiast oblewa wielki rumieniec.
-Kiedy tylko będziesz chciała. Jesteśmy na miejscu.
-Dzięki za podwiezienie. To cześć.
-Czekaj!
Patrzę na niego pytająco.
-Dasz mi swój numer?
-Jasne. -Wyciąga telefon, wystukuje na nim cyfry, żegnam się i idę do domu cala w skowronkach.
...............................................
Obiecałam, ze będzie więcej o 1D i trochę jest.
Może nie tyle ile byście chcieli ale jest :)
Jak na razie to chyba najgorszy rozdział bo niby mam ochotę by pisać ale jak już potem to przeczytam...to lepiej nie mówić! Przepraszam za błędy ale to jest niestety w moim przypadku nieuniknione ^^
-Nie dziękuje bo.. my właściwie to wychodzimy tylko Jasper się przebierze.
-Ale wpadniesz do nas jeszcze?
-Oczywiście-Posyłam jej szczery uśmiech. Strasznie mi ulżyło.
-To dobrze, bo Jasp..-kończy bo z góry zbiega chłopak z deskorolką w ręce.
-Idziemy?
-Tak.Do widzenia.
-Do widzenia. Wpadnij do nas za niedługo.
-Dobrze.
-Miła ta twoja ciocia.-Mówi Jas w drodze do skate parku bo u mnie już byliśmy.
-Wiem. Jest w porządku. Czy mógłbyś się na chwilę zatrzymać?
-Mógłbym ale po co?
-Proszę cie zrób to.
-Dobra.
Zjeżdżamy na bok a ja wysiadam z auta i idę w kierunku domu Ellie.
-Zaraz wracam.
Obracam się w kierunku auta i widzę, że chłopak idzie tuż za mną.
-Connie? Co my tu robimy?-Pyta lekko przestraszony moim zachowaniem.
-Muszę się zobaczyć z Brunem.
-Bruno tu jest? Dlaczego nie u was w domu?
-Mama go dała na jakiś czas Ellie. Mojej kuzynce, bo uważa, że teraz nie ma kto z nim wychodzić i się nim zajmować.
-Weźmiesz go do domu?
-Chciałabym.
-To dlaczego tego nie zrobisz?
-Boję się reakcji mamy.
-Nie wygłupiaj się. Jej już na pewno przeszło.
Pukam do drzwi. Otwiera mi jakiś nieznajomy mi mężczyzna.
Nie zwracam na niego uwagi tylko kucam i przytulam się do mięciutkiego futerka mojego pieska, który właśnie do mnie podszedł.
-Niech pan powie Ellie, że go zabieram a po resztę jego rzeczy przyjadę kiedyś indziej.
-Słucham? Nie możesz zabrać jej tego psa.
Nie spodobał mi się sposób w jaki wypowiedział "tego psa" .Z taką.. odrazą.
I dlatego postanowiłam nie czekać na pozwolenie tylko wzięłam go za obrożę i zaprowadziłam do auta.
Mężczyzna wydawał się nie być przejęty a co wiecej.. Chyba mu ulżyło.
-Jesteś pewna, że tak można? -Pyta Jasper.
-Tak. Przecież to mój pies no nie?
-No tak ale on może o tym nie wiedzieć.
-Nie wygłupiaj się tylko jedź!
Od pół godziny siedzę i patrzę jak mój przyjaciel jeździ na desce i wykonuje jakieś triki a Bruno za nim biega w tę i z powrotem z jęzorem wywalonym na zewnątrz.
Śmieje sie jak opętana nie zwracając uwagi na ludzi, którzy sie na mnie gapią,
kiedy Jas z ledwością co chwile skręca by nie wjechać na psa.
Jednak kiedy próbuje zrobić to kolejny raz wywraca się.
Przestraszona podbiegam do niego i z ulgą stwierdzam, że się uśmiecha.
-Co za łobuz!- udaje oburzonego.
Łapie psa i tarmosi go po głowie. Siadam koło niego i przez dłuższą chwilę siedzimy w ciszy.
Jednak kiedy widzę jak Bruno biegnie w kierunku jakiegoś chłopaka zrywam się z miejsca.
Mimo tego, że biegłam jak najszybciej jak potrafiłam nie udało mi się go uprzedzić i Bruno go przewraca.
-Strasznie przepraszam- wołam i odciągam futrzaka.
-Nic się nie stało.-Wstaje i otrzepuje dżinsy. Jego kolega zaczyna się śmiać a ja nie wiem co powiedzieć. Skądś go znam.
No tak to przecież, ten z lodziarni. Pan marchewka.
-Naprawdę mi przykro. -Zerkam w kierunku Jaspera, który zwija się ze śmiechu.
-Nic się nie stało.Należało mu się..-śmieje się
-Może mam tylko takie wrażenie Ale czy my się już czasem kiedyś nie spotkaliśmy?-Pyta mulat nie zwracając uwagi na żarty na jego temat
-Chyba nie. -Odpowiadam..-Ja już muszę lecieć. Do zobaczenia.!
-Dokładnie to do kiedy?
Śmieje się, macham na pożegnanie i wracam do Jaspera.
-Bardzo sie cieszę, że tak cię to bawiło!
-Bardzo..
-Idziemy na pizze?
-Dobra ale dzisiaj do tej knajpy co ja lubie!
-ech nie możemy iść bo kto zostanie z Brunem? I uprzedzam, że nie zostawię go w aucie!
-Usiądziemy przy stolikach na dworze, tam nie powinno to nikomu przeszkadzać.
-Ale się najadłam.. -łapie się za brzuch.
-Żartujesz sobie? Połowę to dałaś temu łobuzowi. -śmieje się Jas.
Skoro już teraz się tak zachowuje to potem moze byc już tylko lepiej.
-Ziemia do Connie!-Macha mi ręką przed oczami.
-Co?
-Ktoś do ciebie macha.
-No przecież widzę. Jak mogłabym nie zauważyć skoro robisz to z tak bliska?
-Nie chodzi mi o mnie głupolu!
Rozglądam się dookoła i zauważam 4 chłopaków z których dwójka mi macha.
Odmachuje z uśmiecham na buzi.
-Możemy się dosiąść? -Pyta chłopak z lodziarni.
-Jasne-Odpowiadam.
-Kurdę my się nie przedstawiliśmy! Więc ja jestem Louis.
-Ja Zayn.
-Liam
-A ja Niall.
-Miło mi. Ja jestem Connie a to Jasper.
-Nam też jest miło.-Mówi mulat z uśmiechem.
-To co zamawiamy?
-Mieliśmy poczekać na Stylesa.-mówi Liam<chyba>
-Weź, się ogarnij. Zanim on przyjdzie to ja umrę z głodu!-Mówi przerażony blondynek.
-No dobra zamawiamy.
Siedzę z nimi jakieś pół godziny i już mogę stwierdzić, że oni są poprostu BOSCY! ;D
Cały czas się wygłupiają, żartują i czymś rzucają.
-No nareszcie Hazza się pojawił! -woła Zayn.
-Siema sory za...O Connie cześć!
-Hej.
-To wy się znacie? -Pyta Niall.
-Tak a co?-Harry bierze krzesło i siada obok mnie.
-Nie nic. Tak pytałem.
-Ej a gdzie moja pizza?!
-Harry.. Uspokój się..
-Niall.! Zjadłeś?
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać oprócz Nialla.
-Dobra ludzie ja się zbieram.-mówię bo minęło już dużo czasu.
-To ja też.-mówi Jasper.
-Przecież możesz zostać.
-Muszę cię odwieźć.
-Wcale nie.
-Owszem .
-To ja mogę ją odwieźć.-Mówi Niall.-I tak będę się zbierać.
-Ale jak coś jej się stanie... -Wiadomo co Jas ma na myśli i robi mi się głupio kiedy to mówi.
-Spokojnie. Przecież nic jej nie zrobię!
-No mam nadzieje.
Wsiadam do jego auta i czekam aż zrobi to samo.
-To gdzie jedziemy?-Podaje mu adres i ruszamy.
-Co ciekawego powiesz?
-A co chciałbyś wiedzieć?
-Ile masz lat?
-18 a ty?
-Na serio? Wyglądasz młodziej. Ja mam 19.
-Wiem, wszyscy mi to mówią.
-Zainteresowania?
-Piszesz książkę?-śmieje się.
-Niee, chce się czegoś o tobie dowiedzieć.
-Po co? Prawdopodobnie nigdy więcej się nie spotkamy.
-Dlaczego tak sądzisz? Przecież możemy jeszcze gdzies razem wyjść.
-Kiedy?-Mówię to tak ochoczo, że moje policzki natychmiast oblewa wielki rumieniec.
-Kiedy tylko będziesz chciała. Jesteśmy na miejscu.
-Dzięki za podwiezienie. To cześć.
-Czekaj!
Patrzę na niego pytająco.
-Dasz mi swój numer?
-Jasne. -Wyciąga telefon, wystukuje na nim cyfry, żegnam się i idę do domu cala w skowronkach.
...............................................
Obiecałam, ze będzie więcej o 1D i trochę jest.
Może nie tyle ile byście chcieli ale jest :)
Jak na razie to chyba najgorszy rozdział bo niby mam ochotę by pisać ale jak już potem to przeczytam...to lepiej nie mówić! Przepraszam za błędy ale to jest niestety w moim przypadku nieuniknione ^^
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


