niedziela, 2 grudnia 2012

Rozdział 2.

.....
-Ciociu!-Rzucam się w jej ramiona. Tak bardzo się cieszę, że tu przyjechała.
-Ale wyrosłaś!
-Wejdź do środka.
Prowadzę ją do kuchni.
-Chcesz coś do picia lub jedzenia?
-Wodę.
Podaję jej szklankę i siadam obok.
-Co cie do nas sprowadza aż z Polski? -Pytam z uśmiechem.
-Widzisz... Przyjechałam wam trochę pomóc.
Ciocia Julia jest polką tak jak i moja mama. Są siostrami.
Ma 28 lat czyli dokładnie o 9 lat lat mniej od mamy.
Nie ma ani dzieci ani męża (choć jest to trochę dziwne, bo jest dość atrakcyjną kobietą) więc spokojnie mogła tu przyjechać. Niestety ich stosunki nie są najlepsze, ponieważ mama pokłóciła się z nią i resztą rodziny czyli babcią i wujkiem(bratem mamy który ma teraz 25lat) około 18 lat temu. Nie znam szczegółów ale jest nie za miło.
Wiem tylko tyle, że babcia nie chciała się zgodzić na wyjazd córki do Londynu(obecnie tu mieszkamy) a ona jej nie posłuchała i wyjechała z moim tatą w którym była szaleńczo zakochana.
Potem urodziłam się ja a, że babcia nie odpuszczała to prawie na każde święta jeżdżę do nich do Polski razem z Austinem.
-Przygotuję ci pokój a ty jeśli chcesz się wykąpać to łazienka jest na górze po lewej stronie.
-Dobra to spadam. Zaraz do ciebie przyjdę.
Zakładam nową pościel i rozkładam jej łóżko.
Kiedy ciocia przychodzi rozmawiamy do późna.
Opowiada mi o tym co ciekawego słychać w Polsce i w naszej  rodzinie.
Dowiedziałam się na przykład, że żona wujka Filipa jest w 6 tygodniu ciąży a babcia postanowiła sobie kupić psa.

Rano:

Jemy w trójkę śniadanie kiedy do kuchni wjeżdża mama.
-Julia..-mówi z pół otwartą buzią.-Co ty tu robisz?
 Dopiero teraz dowiedziała się o odwiedzinach siostry bo wczoraj nawet nie wyszła z pokoju.
-Ktoś musi zająć się dziećmi a skoro ty tego nie potrafisz zrobić to ja to zrobię.
-Potrafię zająć się własnymi dziećmi!-Podnosi głos prawię do krzyku.
-Siedzenie w pokoju i ciche łkanie w poduszkę nie można nazwać opieką.
-To nie praw..-Urywa zdając sobie sprawę, że to jest najszczersza prawda.
-Zuza. Weź się ogarnij. Nie ty jedna straciłaś kogoś bliskiego. Już dawno powinnaś się pozbierać-Mówi nie starając się by odpowiednio dobrać słowa.
-Mam na imię Elizabeth.-Mówi przez zaciśnięte zęby.
-A tak wybacz moja dawna siostra nazywała się Zuzia. Ta którą jeszcze k o c h a ł a m.
-Co ja ci takiego zrobiłam?!
-Zostawiłaś mnie w najgorszym okresie mojego życia.
-To nie prawda! Nie mogłam być z tobą do końca życia.-Mówi cicho i wraca do swojej sypialni.
Ciocia milczała przez dłuższą chwilę a potem zaproponowała bym się przeszła a ona zaopiekuje się Austinem. Zgodziłam się bo już dawno sama nigdzie nie byłam.
Ubrałam się i wyszłam do parku.
Pogoda jest taka akurat. Nie za zimno nie za ciepło. Choć zaczyna się lato a
jutro mamy koniec roku szkolnego ale to w końcu Londyn.
Pewnie nie pójdę.

Siadam na ławce pod dużym starym dębem.
Kiedyś zawsze przychodziłam tu razem z Jasper'em i Sophie.
Ale kiedyś nie wróci. Przyszłam tu z zamiarem przemyślenia kilku spraw ale chyba nie powinnam przywracać bolesnych wspomnień. Oni zawszę będą w moim sercu i nic tego nie zmieni ale czas iść naprzód.
Jednak jedna sprawa bardzo mnie nurtuje.
 J a s p e r.
Dlaczego się ode mnie  odwrócił? Przecież przyjaźniliśmy się.
A może to tylko moje zdanie?
Może on po prostu zadawał się ze mną bo robił to dla Sophie.
Wstaje z ławki i kieruje się w stronę cmentarza.
Drogą zajmuje mi około pół godziny ale muszę tam iść.
Po raz pierwszy od pogrzebu. Wcześniej za bardzo mnie to przerażało ale teraz jestem gotowa.
Kupuję dwa znicze i idę najpierw na grób przyjaciółki. Przez cały ten czas  nie uroniłam ani jednej łzy. Choć nie jestem pewna czy to wewnętrzna siła czy raczej ich wyczerpany zapas. Zapalam znicz i idę na grób taty.
Delikatne promienie słońca ogrzewają moje plecy. Robię dokładnie to co przy Sophie i odwracam się w kierunku wyjścia i omal nie dostaję zawału serca....
Parę centymetrów za mną stoi Jasper i obserwuje co robię.
Patrzę mu głęboko w oczy i odchodzę.
To on mnie zostawił. Gdyby był prawdziwym przyjacielem nigdy by tego nie zrobił. Nigdy.

Wracam do domu gdzie czeka na mnie gorący obiad. Nie miałam pojęcia, że to już taka pora.
-Dziękuje, było pyszne. -Odkładam talerz to zmywarki i pytam Austin'a.-Co ciekawego robiłeś brzdącu?
-Pomagałem cioci!
-To dlatego obiadek był taaaki pyszny -głaszczę się po brzuchu. Kiwa głową zadowolony.
-Connie..Czy nie wiesz gdzie mogą być jakieś kąpielówki Austin'a? Obiecałam, że zabiorę go na basen.
-Zaraz je przyniosę.
-A może pojedziesz z nami?
-Nie, ja zostanę w domu.
-No, dobrze jak wolisz.
Pakuje brata do małego plecaczka i podaję go im.
-Ciociu?
-Mówiłam ci tyle razy jak masz się do mnie zwracać. Pamiętasz?-Uśmiecha się.
-Tak tak. Więc Julia .. Kiedy wrócicie?
-Od razu lepiej. Nie wiem ile nam zajmie. Jakieś 3 godziny może 4.
-To trzymaj klucze w razie co .-rzucam jej mały kluczyk w niebieskiej oprawcę.
-Dobra to my już wychodzimy.
-Bawcie się dobrze!
-Będziemy.
Idę do pokoju i włączam facebook'a. Odpowiadam na zaczepki i wiadomości a kiedy mam już wyłączać dostaje wiadomość.Na początku nie miałam pojęcia co odpisać ale palce same wystukały napis.

Do spotkania mam jeszcze półtora godziny ale już powoli zaczęłam się szykować.
Zdjęłam ubrania i poszłam się wykąpać. Potem suszę włosy, nakładam trochę pudru, tusz do rzęs i jestem prawię gotowa.
Postanowiłam ubrać się trochę cieplej bo zbierało się na deszcz.

Strój ----><KLIK>

Biorę portfel, torebkę,telefon i wychodzę..
Zostało mi jeszcze pół godziny ale muszę jeszcze dojść.
Droga zajęła mi około 15 min. ale Jasper czeka już na miejscu.
Podchodzę do jego stolika a on wstaje i się wita..
-Cześć.-Mówi cicho.
-Hej.
Siadamy a atmosfera jest dosc napięta.
-Więc co chciałeś?-Postanawiam mu trochę pomóc.
-Connie.. Ja nie wiem od czego mam zacząć.
-Connie! Cześć!- słyszę znajomy głos za plecami i jestem trochę zła, że ta osoba nam przeszkadza.
Odwracam się i widzę chłopaka, którego poznałam kiedy byłam z mamą na rehabilitacji. 
Nie żebym coś do niego miała ale chciałabym teraz po prostu móc pogadać z przyjacielem, którego tak bardzo mi brakowało a on mi to uniemożliwia.
 -Cześć ..-próbuję sobie przypomnieć jego imię. -Harry-W duchu błagam żeby to tak się nazywał.
-Co tu robisz?-Pyta dość głupio.
-Przyszłam na shake'a. Ty zapewne też ?
-No , tak głupie pytanie. -Mówi zawstydzony.
-Bez przesady.-Śmieję się.
-A może usiądziesz z nami?
-Ona jest tu ze mną i chcielibyśmy spokojnie pogadać!-wtrąca się  wkurzony Jas.
-No tak,sory. To ja będę spadać. -mówi trochę zdezorientowany zachowaniem Jasper'a Harry.
-Do zobaczenia.
Macha mi ręką uśmiechnięty i odchodzi.
Kieruje wzrok na chłopaka i czekam aż coś powie. Długo milczy a kiedy już się odzywa mówi bardzo cicho.
-Widzisz Connie.. śmierć Sophie..-ledwo słychać jego słowa. -przerosła mnie. Wiem, że moje ostatnie zachowanie było okropne ale..
-Rozumiem. Wiem,jak to jest.
-Tak , ty wiesz to jeszcze lepiej i to jest najgorsze. Zostawiłem cię w takim momencie i nigdy sobie tego nie wybaczę .Masz do mnie na pewno o to żal i rozumiem to ..
-Nie mam do ciebie żalu. -Przerywam mu  choć to co mówię nie jest do końca prawdą.
-Wiem jak jest.. Ale chciałbym to jakoś naprawić, bo to, że Sophie już nie ma nie oznacza, że my tez mamy się już nie kontaktować. Ona by tego nie chciała.
Kiwam głową na znak, że uważam tak samo ale szczerzę wątpię w to by mogło być tak jak kiedyś.Za dużo się wydarzyło.
-Zdałem sobie sprawę z tego dopiero wtedy kiedy na ciebie wpadłem.Miałem zamiar potem do ciebie przyjść tylko,że  wpadłem na ciebie na cmentarzu chciałem pogadać ale poszłaś.
-Wiem, przepraszam.
-Nie masz za co.Może coś zamówimy?-Zmienia temat na dużo przyjemniejszy.
-Jasne.
Zamówiam dużego shake'a waniliowego a Jas czekoladowego.
Razem  rozmawiamy na prawdę długo.Kiedy już zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo jest późno wracam do domu bardzo szczęśliwa tym, że choć w tym kierunku zaczyna mi się układać.
W mieszkaniu panuje mrok więc wszyscy pewnie już śpią. Biorę piżamę i idę się wykąpać a kiedy już z niej wychodzę jestem tak śpiąca, że nie pozostaje mi nic innego jak położenie się do łóżka.

.........................................

Szybko dodałam rozdział ale to dlatego, że nienawidzę niedziel i nie mam co w nie robić ;)
Jest nudny ale, żebym mogła zacząć pisać ciekawie sytuacja musi się rozwinąć ;p
A dla fanów One direction to w następnym rozdziale postaram się, żeby było o nich więcej.

Chciałam też podziękować Laurze za to, że mi pomaga zawsze kiedy mam jakiś problem z blogiem :*

Jej blog ---->LINK


5 komentarzy:

  1. Nudny ?! hahaha nie wiem gdzie ty tu masz jakiś nudny fragment :* uwielbiam twojego bloga;3 I zostane tu na dłużej aż go nie skońćzysz<3 Czekam na nowy;)

    OdpowiedzUsuń
  2. NO DZIEWCZYNO ŚWIETNIE ROZWIJASZ TĄ HISTORIĘ!
    strasznie ciekawi mnie to co stanie się dalej, choć mniej więcej wiem co, jeśli nadal masz zamiar pisać to co wysłałam ci na pocztę ;)
    a i dziękuję za podziękowania ... bardzo dziwnie to zabrzmiało..
    dobra nieważne ;)
    pa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje ;) I proszę za podziękowanie za podziękowanie ;D
      A jeśli jakieś pomysły to pisz na poczcie jak możesz ^^ :*

      Usuń
  3. Zajebisty blog i super styl pisania ! ;)
    dawno nie widziałam tak fajnego bloga ! ;)
    pozdrawiam ! ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialny blog Bosko piszesz bd wpadac często + obserwuję :P
    http://loveit626.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń