wtorek, 18 grudnia 2012

Rozdział 6.

-CO SIĘ STAŁO?!
-Twoja mama..
Serce momentalnie zaczęło bić tak, że bałam się by nie rozerwało mi wnętrzności.
-Co się stało?-powtarzam pytanie już nieco spokojniej choć ze zdenerwowania nogi mam jak z waty a moje serce dalej szaleje.
-Miała wypadek. Leży w szpitalu...- Mówi przez łzy.
-Ale żyje? Błagam powiedz, że żyję...-łkałam.
-Tak.. Adres napiszę ci w sms'ie.
-Dobrze.
Stoję w osłupieniu i przerażeniu jeszcze dobre 5 minut nie zwracając uwagi na chłopaków którzy próbują się czegoś dowiedzieć.
Dopiero dźwięk telefonu zwraca moja uwagę.
-Jasper? Zawieziesz mnie?-Wskazuję na ekran telefonu.
-Connie co się stało?
-Proszę..
-Oczywiście, ze cię zawiozę ale pod warunkiem, że wszystko mi opowiesz.
-Ale ja sama nawet nie wiem do końca co się stało. Wiem tylko tyle, że moja mama miała wypadek.
Mówię nie zwracając uwagi na to, że dalej płaczę.
-Chodź do mnie. -Powiedział mój przyjaciel i przytulił z całych sił a potem zaprowadził do auta.
-Możemy jechać z wami?-Zapytał cicho Harry.
Kiwam głową na znak, że tak chociaż wcale nie mam na to ochoty.
Przecież znamy się tak krótko i nie chce by wiedzieli o mojej przeszłości.
Bo najgorsze  jest to współczucie które widzę w oczach ludzi którzy wiedzą..
 Przez całą drogę Jasper trzyma mnie za rękę puszczając ją tylko po to by zmienić bieg.
Na miejscu szybko biegnę w stronę szpitala.
-Gdzie leży Elizabeth Hughes?-Pytam młodej pielęgniarki.
-Rodzina?-Pyta oschle.
-Tak jestem jej córką.
-Jest na sali operacyjnej.
-Dziękuje.
Biegnę we wskazane miejsce a reszta depczę mi po piętach.
-Ciociu.. jak to się stało?
-Poszła po zakupy..-mówi przez łzy-stała na chodniku przy pasach i czekała na zielone światło. Ale jacyś chłopacy zaczęli się bić..-Płacz.- i nie chcąco popchnęli jej wózek. Wpadła prosto pod auto-Przeraźliwy płacz. Nie wytrzymałam i przytuliłam się do niej i sama też zaczęłam szlochać.
-Dlaczego to wszystko mnie teraz spotyka? Nas. Mnie i Austina.
-Nie wiem kochanie nie wiem..Właśnie!  muszę jechać po Austina. Zostawiłam go u tej miłej sąsiadki.
-Ja zostanę.
-Przyjadę potem,.
Całuje mnie w czoło i odchodzi.
Siadam na krzesełku. Koło mnie siada Jas a z drugiej strony  Hazza.
Ten pierwszy obejmuje mnie ramieniem. Opieram głowę o jego tors i siedzę z każdą minutą bardziej zaniepokojona.
Kiedy z sali wychodzi lekarz szybko do niego podbiegam.
-Co z mamą?!
-Proszę się uspokoić. Pani mama jest w bardzo ciężkim stanie ale robimy wszystko co się da.Jak na razie jej stan jest stabilny ale operacja wciąż trwa.
-Connie usiądź. -Mówi Jasper.-Może jesteś głodna?
-Nie mogę jej stracić rozumiesz?-Powtarzam wciąż tą samą regułkę i zajmuję koło niego miejsce.
-Wiem i nie stracisz. Jest źle ale trzeba być dobrej myśli.
Siedzimy tu tak długo, że nawet nie zdaję sobie sprawy z tego kiedy zasnęłam.

JAKIŚ CZAS POTEM


Budzę się  wtulona w chłopaka.
Na początku myślałam, że to Jasper ale się pomyliłam.
-Gdzie jest reszta?-Pytam Niall'a.
-Poszli po kawę i coś do jedzenia. -Mówi wciąż mnie obejmując.
Nie myśląc co robię kładę głowę na jego ramieniu.
-Długo spałam?
-Nie. Jakieś pół godzinki.
-A oni nadal ją operują?
-Tak.-Odpowiada mi cicho.
 Płaczę. Znowu.
-Connie.. Proszę przestań..
-Nie mogę..
-Chociaż spróbuj.
Nie powiedział tego durnego" Będzie dobrze" i za to ma u mnie ogromnego plusa. Nie kłamie,  bo nie wie jak będzie.
W chwili kiedy udaje mi się uspokoić przychodzą chłopacy.
-Głodna?
-Nie.-Odpowiadam ale widząc jego zmartwioną  minę biorę tackę którą mi podaję i z ledwością żuje kawałek bułki.
Z sali operacyjnej wychodzi lekarka.
-Czy jest tu ktoś z rodziny pani Elizabeth..-Zerka na kartotekę-Hughes?
-Tak..Jestem córką..-Odpowiadam przez zaciśnięte gardło.

........................................
Nudaa.
Jedna wielka nuda -,-
Wybaczcie ale nie umiem pisać takich smutnych scen ;p
Wprowadzam zasadę ;)  Żeby był kolejny pod rozdziałem muszą się pojawić co najmniej 3 KOMENTARZE! :)
I przepraszam za błędy i nie dociągnięcia ale to wszystko przez pośpiech. :)




Rozdział 5.

Nie zdążyłam dobrze wejść do domu a już dostała sms'a.
Myślałam, że od Nialla ale się pomyliłam.

Jasper:
Jesteś już w domu?

Odpowiedź: Tak właśnie weszłam :) A jak ty się bawisz?

Jasper:
To dobrze, nie powinienem był cię z nim puścić. Jakby coś ci się stało nie wybaczyłbym sobie tego.
A ja się bawię dobrze ale trochę mi nieswojo bez ciebie.  :)

Odpowiedź: Nie martw się nic mi nie jest :)


Myję ręce i idę do kuchni w poszukiwaniu jakiejś żywej duszy. 
Niestety nikogo tam nie zastaje.
Szukam więc dalej.
Ale ani w dużym pokoju, ani w pokoju cioci, Austina i w łazience nikogo nie ma.
Patrzę więc do pokoju mamy. O dziwo jej też nie ma. 
Czyżby ona i Jula się pogodziły?
Z rozmyślań jednak wyrywa mnie szczęk otwieranych drzwi. 
Schodzę na dół i zastaję tam  mamę.
-Gdzie byłaś?
-Na spacerze i zakupach.-odpowiada. To chyba jakiś postęp.
-Daj wezmę-Wyciągam ręce w kierunku siatki z rzeczami. 
-Co zrobimy dziś na kolację?-Staje w bezruchu i zastanawiam się czy czasem mi się to nie przesłyszało.
-A..Co byś chciała?
-Właściwie to mam ochotę na kurczaka. 
-Może być. -Uśmiecham się.-A przypadkiem nie wiesz gdzie może jest Austin i Julia?
-Podobno w zoo.
-To od czego zaczynamy?
-Przygotuj talerze i sztućce a resztą ja się zajmę. 
-Okey. Mamo?
-Tak?
-Muszę ci o czymś powiedzieć.
-Co się stało?
-Zabrałam Bruna z powrotem do nas.
Po chwili namysłu odpowiada:
-To dobrze. Już od jakiegoś czasu nad tym myślałam.
-Naprawdę? To dobrze bo bardzo za nim tęskniłam.
-Gdzie on jest?
-Śpi u mnie w pokoju.
-A jak się dziś bawiłaś?
-Było bardzo miło..
-Jest tam ktoś?-Woła Julia z korytarza. 
-W kuchni!
Przewracam się z boku na bok nie mogąc usnąć. 
Myślę o dzisiejszym dniu. 
A w szczególności o nowym niebieskookim koledze.
Niall wynocha z mojej głowy! Chce spać!
Już prawie...Zasypiam..
Pipip Pipip! 
Przeklęty telefon!
Patrzę na wyświetlacz. Numer mi nieznany. Może to Horan?

 Hej. Obudziłem cię?
   Harry :)


    Odpowiedź: Hej. Nie, jeszcze nie spałam :P
Ala mam zamiar więc może popiszemy jutro?:)
                             Miłych snów. Connie ;*

Wysłał smutną minkę ale nic nie odpisałam bo za bardzo byłam śpiąca.


Obudził mnie ten przeklęty budzik. 
Dlaczego go nie wyłączyłam!?
Przykrywam głowę poduszką myśląc, że to coś pomoże ale nie.
Pikanie staje się jeszcze bardziej wkurzające.
Wstaje i wyłączam go.
-Hej!-Odzywa się znajomy głos.
-Aaa!-Podskakuje wystraszona. Co tu ktoś robi o tej porze?
-Mi też cię miło widzieć Connie.
-Jasper! Chcesz, mnie wykończyć?
-Nie no co ty! -Śmieje się.-Przyszedłem cię zabrać na śniadanie.
-Ale ja nie jem tak wcześnie śniadania.
-Nie marudź tylko idź się ubrać!
-Daj mi 5 minut.
-5 ewentualnie 50 minut?
-Dokładnie.Ale to twoja wina.
-No idź już bo zamiast śniadania zjemy obiad.
-Dobra, dobra.
< Ubrałam się tak jak na zdjęciu, dajcie znać czy wolicie sami sobie wyobrażać czy widzieć >
 -Gotowa?
-Taak.
-Ładnie wyglądasz.
-Dzięki. Wychodzimy?
-Tak. Auto zaparkowałem przed domem.
-Żartujesz sobie? Jest taka ładna pogoda a ty chcesz tłuc się autem?
-Nie chce mi się chodzić.
-Nie marudź!
Przez całą drogę do kawiarni truje mi głowę o tym, że zawsze jest prze zemnie zdominowany i tak dalej.
-Gdzie siadamy?
-A co ty na to żebyśmy kupili sobie kawkę, coś do jedzenia i poszli do parku?-Pyta.
-Świetny pomysł. 
Tak więc zamówiliśmy 2 kawy, ja wzięłam sałatkę z kurczakiem a Jasper bułkę z serem, pomidorem, szynką, sałatą i innymi dodatkami.
 -O jeny! Zapomniałam wyprowadzić Bruna z domu!
-Spokojnie, chciałem to zrobić ale twoja ciocia powiedziała, że on już z nią był.
-To dobrze..Choć uważam, że ona i tak za dużo dla nas robi i nie powinnam jej obciążać moimi obowiązkami.
-Nie przesadzaj.
-Zgadnij kto to!-Ktoś zakrywa mi oczy dłońmi.
-Hmm.. Biorąc pod uwagę to, że słyszę twój głos Niall  to sądzę, że to ty.
-Zapomniałem zmienić głos! Jestem idiotą .-Śmiejemy się.
-A gdzie jest reszta?-Pyta Jasper.
-Liam i Louis są ze swoimi dziewczynami, Zayn zaraz powinien przyjść, a Harry już tu idzie.
-Cześć wam!
-Hej.
-Możemy się dosiąść?
-Jasne-odpowiadam.
Niall zajmuje miejsce obok mnie a Harry obok Jaspera.
-Jak głowa?-Pyta Styles mojego przyjaciela.
-Chyba to ja powinienem o to zapytać. Bo nie wiem czy zauważyliście ale to ja was odwoziłem.
-Tak oczywiście, że pamietam!-Blefuje. 
Jasper wybucha śmiechem a po chwili i my do niego dołączamy.
-Co tu tak głośno?-pyta Zayn, który właśnie przyszedł.
-A co główka boli?-Mówię dość głośno za co chłopak patrzy na mnie morderczym wzrokiem.
-Connie! Robisz to specjalnie?-Stęka.
-Nie no co ty? Jak bym śmiała?
-Błagam cię.
Siedzimy co chwile się śmiejąc zwracając tym uwagę innych ludzi.
-Niall..-Mówię.
-Co?
-Zostaw moje jedzenie w spokoju.
-Przecież ja nic nie robię!
-Tak? A mój kurczak sam wyparował?
-No nie wiem..-udaję, że nie wie o co mi chodzi.
-Ja muszę lecieć.-Mówi Zayn, który dostał właśnie sms'a.
-Perrie?
-No..-Mówi jakoś nie mrawo.
Dowiedziałam się, że Perrie to dziewczyna Zayna i choć on ją bardzo kocha to denerwuje go to, że musi być na każde jej zawołanie. Przez przypadek Harry wygadał się też, że mają zespół o nazwie one direction.
Dlaczego mieliśmy o tym nie wiedzieć? Dlatego, że woleli by mieć prawdziwych znajomych, takich których nie obchodzi ich sława.
Nasze wygłupianie się przerwał dzwonek mojego telefonu.
-Halo?
-Connie..-Słyszę zapłakany głos Julii.
-Co się stało?
-Bardzo mi przykro...
..............................
Koniec. Udało mi się napisać i jeszcze zdążyć w czasie. ;)
Rozdział jest nudny ale nie miałam o czym na razie napisać bo oni muszą się dobrze poznać ;P

Kocham to zdjęcie! ;D 


piątek, 7 grudnia 2012

Rozdział 4.

-Naprawdę cieszę się, że tu przyszłaś.-Mówi pani Dawson.-Może wejdziesz? Zrobię ci coś do picia?
-Nie dziękuje bo.. my właściwie to wychodzimy tylko Jasper się przebierze.
-Ale wpadniesz do nas jeszcze?
-Oczywiście-Posyłam jej szczery uśmiech. Strasznie mi ulżyło.
-To dobrze, bo Jasp..-kończy bo z góry zbiega chłopak z deskorolką w ręce.
-Idziemy?
-Tak.Do widzenia.
-Do widzenia. Wpadnij do nas za niedługo.
-Dobrze.

-Miła ta twoja ciocia.-Mówi Jas w drodze do skate parku bo u mnie już byliśmy.
-Wiem. Jest w porządku. Czy mógłbyś się na chwilę zatrzymać?
-Mógłbym ale po co?
-Proszę cie zrób to.
-Dobra.
Zjeżdżamy na bok a ja wysiadam z auta i idę w kierunku domu Ellie.
-Zaraz wracam. 
Obracam się w kierunku auta  i widzę, że chłopak idzie tuż za mną.
-Connie? Co my tu robimy?-Pyta lekko przestraszony moim zachowaniem.
-Muszę się zobaczyć z Brunem.
-Bruno tu jest? Dlaczego  nie u was w domu?
-Mama go dała na jakiś czas Ellie. Mojej kuzynce, bo uważa,  że teraz nie ma kto z nim wychodzić i się nim zajmować.
-Weźmiesz go do domu?
-Chciałabym.
-To dlaczego tego nie zrobisz?
-Boję się reakcji mamy.
-Nie wygłupiaj się. Jej już na pewno przeszło.
Pukam do drzwi. Otwiera mi jakiś nieznajomy mi mężczyzna. 
Nie zwracam na niego uwagi tylko kucam i przytulam się do mięciutkiego futerka mojego pieska, który właśnie do mnie podszedł.
-Niech pan powie Ellie, że go zabieram a po resztę jego rzeczy przyjadę kiedyś indziej.
-Słucham? Nie możesz zabrać jej tego psa.
Nie spodobał mi się sposób w jaki wypowiedział "tego psa" .Z taką.. odrazą.
I dlatego postanowiłam nie czekać na pozwolenie tylko wzięłam go za obrożę i zaprowadziłam do auta.
Mężczyzna wydawał się nie być przejęty a co wiecej.. Chyba mu ulżyło.
-Jesteś pewna, że tak można? -Pyta Jasper.
-Tak. Przecież to mój pies no nie?
-No tak ale on może o tym nie wiedzieć.
-Nie wygłupiaj się tylko jedź!

Od pół godziny siedzę i patrzę jak mój przyjaciel jeździ na desce i wykonuje jakieś triki a Bruno  za nim biega w tę i z powrotem z jęzorem wywalonym na zewnątrz.

Śmieje sie jak opętana nie zwracając uwagi na ludzi, którzy sie na mnie gapią, 
kiedy Jas z ledwością co chwile skręca by nie wjechać na psa. 
Jednak kiedy próbuje zrobić to kolejny raz wywraca się. 
Przestraszona podbiegam do niego i z ulgą stwierdzam, że się uśmiecha.
-Co za łobuz!- udaje oburzonego. 
Łapie psa i tarmosi go po głowie. Siadam koło niego i przez dłuższą chwilę siedzimy w ciszy.
Jednak kiedy widzę jak Bruno biegnie w kierunku jakiegoś chłopaka zrywam się z miejsca. 
Mimo tego, że biegłam jak najszybciej jak potrafiłam nie udało mi się go uprzedzić i Bruno go przewraca. 
-Strasznie przepraszam- wołam i odciągam futrzaka. 
-Nic się nie stało.-Wstaje i otrzepuje dżinsy. Jego kolega zaczyna się śmiać a ja nie wiem co powiedzieć. Skądś go znam.
No tak to przecież, ten z lodziarni. Pan marchewka.

-Naprawdę mi przykro. -Zerkam w kierunku Jaspera, który zwija się ze śmiechu.
-Nic się nie stało.Należało mu się..-śmieje się 
-Może mam tylko takie wrażenie Ale czy my się już czasem kiedyś nie spotkaliśmy?-Pyta mulat nie zwracając uwagi na żarty na jego temat
-Chyba nie. -Odpowiadam..-Ja już muszę lecieć. Do zobaczenia.! 
-Dokładnie to do kiedy?
Śmieje się, macham na pożegnanie i wracam  do Jaspera. 
-Bardzo sie cieszę, że tak cię to bawiło!
-Bardzo..
-Idziemy na pizze?
-Dobra ale dzisiaj do tej knajpy  co ja lubie!
-ech  nie możemy iść bo kto zostanie z Brunem? I uprzedzam, że nie zostawię go w aucie!
-Usiądziemy przy stolikach na dworze, tam nie powinno to nikomu przeszkadzać.

-Ale się najadłam.. -łapie się za brzuch.
-Żartujesz sobie? Połowę to dałaś temu łobuzowi. -śmieje się Jas. 
Skoro już teraz się tak zachowuje to potem moze byc już tylko lepiej.
-Ziemia do Connie!-Macha mi ręką przed oczami.
-Co?
-Ktoś do ciebie macha.
-No przecież widzę. Jak mogłabym nie zauważyć skoro robisz to z tak bliska?
-Nie chodzi mi o mnie głupolu! 
Rozglądam się dookoła i zauważam 4 chłopaków z których dwójka mi macha.
Odmachuje z uśmiecham na buzi. 
-Możemy się dosiąść? -Pyta chłopak z lodziarni. 
-Jasne-Odpowiadam. 
-Kurdę my się nie przedstawiliśmy! Więc ja jestem Louis.
-Ja Zayn.
-Liam
-A ja Niall.
-Miło mi. Ja jestem Connie a to Jasper. 
-Nam też jest miło.-Mówi mulat z uśmiechem.
-To co zamawiamy?
-Mieliśmy poczekać na Stylesa.-mówi Liam<chyba>
-Weź, się ogarnij. Zanim on przyjdzie to ja umrę z głodu!-Mówi przerażony blondynek.
-No dobra zamawiamy. 

Siedzę z nimi jakieś pół godziny i już mogę stwierdzić, że oni są poprostu BOSCY! ;D 
Cały czas się wygłupiają, żartują  i czymś rzucają.
-No nareszcie Hazza się pojawił! -woła Zayn.
-Siema sory za...O Connie cześć! 
-Hej.
-To wy się znacie? -Pyta Niall.
-Tak a co?-Harry bierze krzesło i siada obok mnie. 
-Nie nic. Tak pytałem. 
-Ej a gdzie moja pizza?!
-Harry.. Uspokój się..
-Niall.! Zjadłeś?
 Wszyscy zaczęliśmy się śmiać oprócz Nialla.
 -Dobra ludzie ja się zbieram.-mówię bo minęło już dużo czasu.
-To ja też.-mówi Jasper.
-Przecież możesz zostać.
-Muszę cię odwieźć.
-Wcale nie.
-Owszem . 
-To ja mogę ją odwieźć.-Mówi Niall.-I tak będę się zbierać. 
-Ale jak coś jej się stanie... -Wiadomo co Jas ma na myśli i robi mi się głupio kiedy to mówi.
-Spokojnie. Przecież nic jej nie zrobię!
-No mam nadzieje. 
Wsiadam do jego auta i czekam aż zrobi to samo.
-To gdzie jedziemy?-Podaje mu adres i ruszamy.

-Co ciekawego powiesz?
-A co chciałbyś wiedzieć?
-Ile masz lat?
-18 a ty?
-Na serio? Wyglądasz młodziej. Ja mam 19.
-Wiem, wszyscy mi to mówią. 
-Zainteresowania? 
-Piszesz książkę?-śmieje się.
-Niee, chce się czegoś o tobie dowiedzieć.
-Po co? Prawdopodobnie nigdy więcej się nie spotkamy. 
-Dlaczego tak sądzisz?  Przecież możemy jeszcze gdzies razem wyjść.
-Kiedy?-Mówię to tak ochoczo, że moje policzki natychmiast oblewa wielki rumieniec. 
-Kiedy tylko będziesz chciała. Jesteśmy na miejscu.
-Dzięki za podwiezienie. To cześć. 
-Czekaj! 
Patrzę na niego pytająco.
-Dasz mi swój numer?
-Jasne. -Wyciąga telefon, wystukuje na nim cyfry, żegnam się i idę do domu cala w skowronkach. 
...............................................
Obiecałam, ze będzie więcej o 1D i trochę jest. 
Może nie tyle ile byście chcieli ale jest :)
Jak na razie to chyba najgorszy rozdział bo niby mam ochotę by pisać ale jak już potem to przeczytam...to lepiej nie mówić! Przepraszam za błędy ale to jest niestety w moim przypadku nieuniknione ^^



czwartek, 6 grudnia 2012

Rozdział 3.

Kurczę! Gdzie jest moja marynarka?!-Krzyczę w duchu przeszukując szafę.
-Spokojnie Connie.. Zostało ci jeszcze...- zerkam na zegarek który stoi na moim biurku.-Półtora godziny.-Mamroczę pod nosem sama do siebie. Wiem, że zachowuje się jak totalna idiotka ale co z tego? I tak nikt mnie nie widzi. Jest! Znalazłam tą przeklętą marynarkę.
A żeby was wprowadzić to właśnie postanowiłam iść na zakończenie roku szkolnego.
Wszystko dzięki Juli. Bo to ona się nami teraz opiekuje i to ona zaproponowała, że pójdzie z Austin'em do jego przedszkola. Mama? Ona siedzi w pokoju, czasem wyjdzie jak zachce jej się pić lub jeść.
Ubieram się w białą bluzkę, na to zakładam czarną marynarkę z wywiniętymi białymi rękawami, czarne rurki i do tego czarne pełne koturny a na ramie zarzucę torbę z ćwiekami po bokach.  Nic nadzwyczajnego.
Malować się nie będę tylko pociągnę delikatnie rzęsy tuszem.
Szykownie się nie zajęło mi dużo czasu więc mogę jeszcze zjeść śniadanie. 
Jednak zanim wyciągam mleko z lodówki dostaję sms;a

                  Jasper.
                            Czekam na ciebie pod twoim domem. 
                  Masz 5 min ;)

Już? Faktycznie zostało 30 min. Łapie ryżowy chlebek i wybiegam z mieszkania.
Wchodzę do czarnego bmw chłopaka i witam się z nim.
-Co tak długo?
-Długo?! Człowieku zostało nam mnóstwo czasu. Poza tym to nie wiedziałam, że po mnie przyjedziesz.
-Zawsze przyjeżdżam.To znaczy przyjeżdżałem Zanim wiesz..
-Dobra koniec tematu! Ma być miło.-krzyczę.
-Okej.-Uśmiecha się patrząc na ulicę. -Kim był ten chłopak?
-Jaki chłopak?-Pytam zdziwiona.
-Ten z MSC.
-Poznałam go jak byłam na rehabilitacji z mamą.-Odpowiadam.
-Właśnie! Jak ma się twoja mama? 
-Nijak. Dalej zachowuje się tak.. no wiesz oschle. 
Patrzy na mnie zaniepokojony.
-Connie czy ona nie powinna już się z tym powoli oswajać? Minęło już 6 miesięcy..
-Tak, wiem. Zaczynam się zastanawiać czy nie powinna pogadać z psychologiem. 
-Myślisz, że się na to zgodzi?
-Nie ma wyjścia. Jak ona nie będzie chciała do niego iść to ja go przyprowadzę do niej. 
Kiwa głową przyznając mi racje i wjeżdża na parking szkolny. 
-Gotowa?
-Tak. Chyba to ja powinnam cię o to zapytać. Ty dłużej tu nie byłeś.
-No tak. To idziemy. 


-Mam nadzieję, że za rok spotkamy się w tym samym gronie.-Mówi uśmiechnięty dyrektor.-I życzę wam udanych wakacji.!
Wszyscy zaczęli klaskać i pogwizdywać. 2 miesiące wolnego. W te wakacje miałam pojechać razem z przyjaciółmi nad morze. Tylko, że po śmierci Sophie stwierdziliśmy, że to zły pomysł i takim sposobem spędzę je w zimnym i pochmurnym Londynie.
-O czym myślisz?-Pyta Jasper.
-Co będziesz robił w te wakacje?-odpowiadam pytaniem na pytanie.
-Stary załatwił mi pracę u niego w biurze. Będę musiał układać te ich papiery. Twierdzą, że jak będę pracował to zapomnę o Sophie.-Mówi przez zaciśnięte zęby.
Milczę bo nie wiem co mam powiedzieć. To jasne, że on nie zapomni. 
Otwieram drzwi samochodu i wchodzę do środka. 
-Gdzie jedziemy?-Pyta chłopak.
-Nie wiem. To ty kierujesz.
-To jedziemy na lody. Nie chce mi się wracać na chatę do rodziców. Oni nic nie rozumieją.
-Na pewno rozumieją tylko ty tego nie widzisz.
-Jasne.
Resztę drogi pokonujemy w milczeniu. Właśnie o to mi chodziło kiedy mówiłam o ty, że wątpię by było tak jak kiedyś. Każdy nasz temat prędzej czy później wraca do przeszłości.
Po chwili siedzimy już w cukierni, Jas idzie po lody a ja idę do ubikacji.
Załatwiam to po co tam poszłam, myje ręce i kiedy wychodzę zderzam się z kimś. Harry. 
-Hej! -mówię rozmasowując nos.
-Cześć.Strasznie cię przepraszam. Bardzo boli?
-Nie, już prawie nie. 
-Znowu się spotykamy. To chyba przeznaczenie nie sądzisz? -Unosi brwi wyraźnie rozbawiony tym jak bardzo mnie to zawstydziło.
-Nie sądzę. To raczej przypadek. -Odpowiadam.
-Ja tam stawiam na przeznaczenie. Może tym razem usiądziesz ze mną i moimi przyjaciółmi. Chętnie by cie poznali.
-Nie przyszłam sama. Może następnym razem. 
-Dobra.
-To cześć. 
-Czekaj! Żeby był następny raz muszę mieć z tobą kontakt.Dasz mi numer?
-Niech stracę. -Żartuje.-Zwykle nie daje numeru obcym i mam nadzieje, że nie okażesz się jakimś szaleńcem.
Śmieje się i podaje mi swojego iPod'a.
Wystukuje na nim mój numer, żegnam się i idę.
-Co tak długo?-dopytuje się Jasper.-Zjadłem ci już pół lodów.
-Ej! Dawaj to żarłoku! Masz swoje.-Zabieram mu je i siadam obok.
-To nie moja wina.-broni się-By się roztopiły.
-Już ci wierzę.! -Śmieje się.
-Co robiłaś tam tak długo? -pyta podejrzliwie z chytrym uśmieszkiem.-Takie rzeczy robi się w domu. 
-O ty! Spotkałam kolegę. !
-W damskiej?!
-PRZED  głupolu!
-To jak jeszcze jedna rundka lodów?
-Jeszcze nie zjadłam tych chociaż była ich resztka.
-Ale kupie co?
-No dobra.
Siedzieliśmy tu jeszcze około godziny a potem postanowiliśmy iść do skate parku ale najpierw musieliśmy sie przebrać.
-To najpierw pojedziemy do mnie bo to po drodze ok?
-Jasne.-Zgadzam się

-Wejdziesz?
-Nie, ja poczekam w aucie.
-No chodź, moja mama się ucieszy.
-Ona mnie chyba nie lubi.
Zawsze miałam wrażenie, że ona wolałaby by Jasper się z nami nie spotykał. 
-Żartujesz sobie? Cały czas wypytuje dlaczego już do mnie nie przychodzisz.
-Taa jasne.-mamroczę.
-No mówię ci! Chodź !-łapie mnie za rękę i prowadzi ze sobą.
Kiedy przekraczam próg strasznie się stresuje. Nie wiem dlaczego. Może dlatego, że tak długo mnie tu nie było? Albo dlatego, że boje się reakcji jego rodziców?
-Connie...-Mama Jaspera robi wielkie oczy ze zdziwienia i ....
.................................................................

Hej :) <Z góry przepraszam za błędy w rozdziale!>
Mam do was pytanie :p
Chodzi o to, że chciałabym zmienić czcionkę posta tylko, że nie wiem jak ;)
Parę osób pisało mi, że im się nie podoba i się źle czyta. Co wy o niej sądzicie?
Bo jak robię projekt>zaawansowane>tekst kart<czy coś takiego> To nic mi się nie zmienia :]



niedziela, 2 grudnia 2012

Rozdział 2.

.....
-Ciociu!-Rzucam się w jej ramiona. Tak bardzo się cieszę, że tu przyjechała.
-Ale wyrosłaś!
-Wejdź do środka.
Prowadzę ją do kuchni.
-Chcesz coś do picia lub jedzenia?
-Wodę.
Podaję jej szklankę i siadam obok.
-Co cie do nas sprowadza aż z Polski? -Pytam z uśmiechem.
-Widzisz... Przyjechałam wam trochę pomóc.
Ciocia Julia jest polką tak jak i moja mama. Są siostrami.
Ma 28 lat czyli dokładnie o 9 lat lat mniej od mamy.
Nie ma ani dzieci ani męża (choć jest to trochę dziwne, bo jest dość atrakcyjną kobietą) więc spokojnie mogła tu przyjechać. Niestety ich stosunki nie są najlepsze, ponieważ mama pokłóciła się z nią i resztą rodziny czyli babcią i wujkiem(bratem mamy który ma teraz 25lat) około 18 lat temu. Nie znam szczegółów ale jest nie za miło.
Wiem tylko tyle, że babcia nie chciała się zgodzić na wyjazd córki do Londynu(obecnie tu mieszkamy) a ona jej nie posłuchała i wyjechała z moim tatą w którym była szaleńczo zakochana.
Potem urodziłam się ja a, że babcia nie odpuszczała to prawie na każde święta jeżdżę do nich do Polski razem z Austinem.
-Przygotuję ci pokój a ty jeśli chcesz się wykąpać to łazienka jest na górze po lewej stronie.
-Dobra to spadam. Zaraz do ciebie przyjdę.
Zakładam nową pościel i rozkładam jej łóżko.
Kiedy ciocia przychodzi rozmawiamy do późna.
Opowiada mi o tym co ciekawego słychać w Polsce i w naszej  rodzinie.
Dowiedziałam się na przykład, że żona wujka Filipa jest w 6 tygodniu ciąży a babcia postanowiła sobie kupić psa.

Rano:

Jemy w trójkę śniadanie kiedy do kuchni wjeżdża mama.
-Julia..-mówi z pół otwartą buzią.-Co ty tu robisz?
 Dopiero teraz dowiedziała się o odwiedzinach siostry bo wczoraj nawet nie wyszła z pokoju.
-Ktoś musi zająć się dziećmi a skoro ty tego nie potrafisz zrobić to ja to zrobię.
-Potrafię zająć się własnymi dziećmi!-Podnosi głos prawię do krzyku.
-Siedzenie w pokoju i ciche łkanie w poduszkę nie można nazwać opieką.
-To nie praw..-Urywa zdając sobie sprawę, że to jest najszczersza prawda.
-Zuza. Weź się ogarnij. Nie ty jedna straciłaś kogoś bliskiego. Już dawno powinnaś się pozbierać-Mówi nie starając się by odpowiednio dobrać słowa.
-Mam na imię Elizabeth.-Mówi przez zaciśnięte zęby.
-A tak wybacz moja dawna siostra nazywała się Zuzia. Ta którą jeszcze k o c h a ł a m.
-Co ja ci takiego zrobiłam?!
-Zostawiłaś mnie w najgorszym okresie mojego życia.
-To nie prawda! Nie mogłam być z tobą do końca życia.-Mówi cicho i wraca do swojej sypialni.
Ciocia milczała przez dłuższą chwilę a potem zaproponowała bym się przeszła a ona zaopiekuje się Austinem. Zgodziłam się bo już dawno sama nigdzie nie byłam.
Ubrałam się i wyszłam do parku.
Pogoda jest taka akurat. Nie za zimno nie za ciepło. Choć zaczyna się lato a
jutro mamy koniec roku szkolnego ale to w końcu Londyn.
Pewnie nie pójdę.

Siadam na ławce pod dużym starym dębem.
Kiedyś zawsze przychodziłam tu razem z Jasper'em i Sophie.
Ale kiedyś nie wróci. Przyszłam tu z zamiarem przemyślenia kilku spraw ale chyba nie powinnam przywracać bolesnych wspomnień. Oni zawszę będą w moim sercu i nic tego nie zmieni ale czas iść naprzód.
Jednak jedna sprawa bardzo mnie nurtuje.
 J a s p e r.
Dlaczego się ode mnie  odwrócił? Przecież przyjaźniliśmy się.
A może to tylko moje zdanie?
Może on po prostu zadawał się ze mną bo robił to dla Sophie.
Wstaje z ławki i kieruje się w stronę cmentarza.
Drogą zajmuje mi około pół godziny ale muszę tam iść.
Po raz pierwszy od pogrzebu. Wcześniej za bardzo mnie to przerażało ale teraz jestem gotowa.
Kupuję dwa znicze i idę najpierw na grób przyjaciółki. Przez cały ten czas  nie uroniłam ani jednej łzy. Choć nie jestem pewna czy to wewnętrzna siła czy raczej ich wyczerpany zapas. Zapalam znicz i idę na grób taty.
Delikatne promienie słońca ogrzewają moje plecy. Robię dokładnie to co przy Sophie i odwracam się w kierunku wyjścia i omal nie dostaję zawału serca....
Parę centymetrów za mną stoi Jasper i obserwuje co robię.
Patrzę mu głęboko w oczy i odchodzę.
To on mnie zostawił. Gdyby był prawdziwym przyjacielem nigdy by tego nie zrobił. Nigdy.

Wracam do domu gdzie czeka na mnie gorący obiad. Nie miałam pojęcia, że to już taka pora.
-Dziękuje, było pyszne. -Odkładam talerz to zmywarki i pytam Austin'a.-Co ciekawego robiłeś brzdącu?
-Pomagałem cioci!
-To dlatego obiadek był taaaki pyszny -głaszczę się po brzuchu. Kiwa głową zadowolony.
-Connie..Czy nie wiesz gdzie mogą być jakieś kąpielówki Austin'a? Obiecałam, że zabiorę go na basen.
-Zaraz je przyniosę.
-A może pojedziesz z nami?
-Nie, ja zostanę w domu.
-No, dobrze jak wolisz.
Pakuje brata do małego plecaczka i podaję go im.
-Ciociu?
-Mówiłam ci tyle razy jak masz się do mnie zwracać. Pamiętasz?-Uśmiecha się.
-Tak tak. Więc Julia .. Kiedy wrócicie?
-Od razu lepiej. Nie wiem ile nam zajmie. Jakieś 3 godziny może 4.
-To trzymaj klucze w razie co .-rzucam jej mały kluczyk w niebieskiej oprawcę.
-Dobra to my już wychodzimy.
-Bawcie się dobrze!
-Będziemy.
Idę do pokoju i włączam facebook'a. Odpowiadam na zaczepki i wiadomości a kiedy mam już wyłączać dostaje wiadomość.Na początku nie miałam pojęcia co odpisać ale palce same wystukały napis.

Do spotkania mam jeszcze półtora godziny ale już powoli zaczęłam się szykować.
Zdjęłam ubrania i poszłam się wykąpać. Potem suszę włosy, nakładam trochę pudru, tusz do rzęs i jestem prawię gotowa.
Postanowiłam ubrać się trochę cieplej bo zbierało się na deszcz.

Strój ----><KLIK>

Biorę portfel, torebkę,telefon i wychodzę..
Zostało mi jeszcze pół godziny ale muszę jeszcze dojść.
Droga zajęła mi około 15 min. ale Jasper czeka już na miejscu.
Podchodzę do jego stolika a on wstaje i się wita..
-Cześć.-Mówi cicho.
-Hej.
Siadamy a atmosfera jest dosc napięta.
-Więc co chciałeś?-Postanawiam mu trochę pomóc.
-Connie.. Ja nie wiem od czego mam zacząć.
-Connie! Cześć!- słyszę znajomy głos za plecami i jestem trochę zła, że ta osoba nam przeszkadza.
Odwracam się i widzę chłopaka, którego poznałam kiedy byłam z mamą na rehabilitacji. 
Nie żebym coś do niego miała ale chciałabym teraz po prostu móc pogadać z przyjacielem, którego tak bardzo mi brakowało a on mi to uniemożliwia.
 -Cześć ..-próbuję sobie przypomnieć jego imię. -Harry-W duchu błagam żeby to tak się nazywał.
-Co tu robisz?-Pyta dość głupio.
-Przyszłam na shake'a. Ty zapewne też ?
-No , tak głupie pytanie. -Mówi zawstydzony.
-Bez przesady.-Śmieję się.
-A może usiądziesz z nami?
-Ona jest tu ze mną i chcielibyśmy spokojnie pogadać!-wtrąca się  wkurzony Jas.
-No tak,sory. To ja będę spadać. -mówi trochę zdezorientowany zachowaniem Jasper'a Harry.
-Do zobaczenia.
Macha mi ręką uśmiechnięty i odchodzi.
Kieruje wzrok na chłopaka i czekam aż coś powie. Długo milczy a kiedy już się odzywa mówi bardzo cicho.
-Widzisz Connie.. śmierć Sophie..-ledwo słychać jego słowa. -przerosła mnie. Wiem, że moje ostatnie zachowanie było okropne ale..
-Rozumiem. Wiem,jak to jest.
-Tak , ty wiesz to jeszcze lepiej i to jest najgorsze. Zostawiłem cię w takim momencie i nigdy sobie tego nie wybaczę .Masz do mnie na pewno o to żal i rozumiem to ..
-Nie mam do ciebie żalu. -Przerywam mu  choć to co mówię nie jest do końca prawdą.
-Wiem jak jest.. Ale chciałbym to jakoś naprawić, bo to, że Sophie już nie ma nie oznacza, że my tez mamy się już nie kontaktować. Ona by tego nie chciała.
Kiwam głową na znak, że uważam tak samo ale szczerzę wątpię w to by mogło być tak jak kiedyś.Za dużo się wydarzyło.
-Zdałem sobie sprawę z tego dopiero wtedy kiedy na ciebie wpadłem.Miałem zamiar potem do ciebie przyjść tylko,że  wpadłem na ciebie na cmentarzu chciałem pogadać ale poszłaś.
-Wiem, przepraszam.
-Nie masz za co.Może coś zamówimy?-Zmienia temat na dużo przyjemniejszy.
-Jasne.
Zamówiam dużego shake'a waniliowego a Jas czekoladowego.
Razem  rozmawiamy na prawdę długo.Kiedy już zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo jest późno wracam do domu bardzo szczęśliwa tym, że choć w tym kierunku zaczyna mi się układać.
W mieszkaniu panuje mrok więc wszyscy pewnie już śpią. Biorę piżamę i idę się wykąpać a kiedy już z niej wychodzę jestem tak śpiąca, że nie pozostaje mi nic innego jak położenie się do łóżka.

.........................................

Szybko dodałam rozdział ale to dlatego, że nienawidzę niedziel i nie mam co w nie robić ;)
Jest nudny ale, żebym mogła zacząć pisać ciekawie sytuacja musi się rozwinąć ;p
A dla fanów One direction to w następnym rozdziale postaram się, żeby było o nich więcej.

Chciałam też podziękować Laurze za to, że mi pomaga zawsze kiedy mam jakiś problem z blogiem :*

Jej blog ---->LINK