środa, 28 listopada 2012

Rozdział 1.

-Wejdzie pani czy poczeka na zewnątrz?-Pyta miła pielęgniarka w podeszłym wieku.
-Poczekam tu.-odpowiadam.
-Niestety to może trochę potrwać.
-Nic nie szkodzi.
-No dobrze jak pani uważa. Do widzenia.
-Do widzenia.
Siadam w poczekalni na miękkim, skórzanym fotelu a moje myśli wędrują wokół ostatnich miesięcy.
O tym, że straciłam dwie z najbliższych mi osób.
Do oczy napłynęły mi łzy ale wierzchem rękawa od sweterka ścieram je bo drzwi budynku rehabilitacyjnego właśnie się otworzyły.Cała moja uwaga skupia się na brunecie z kręconymi włosami i wręcz niemożliwie zielonymi oczami. Siada naprzeciwko mnie i znudzony zaczyna bębnić palcami o kolano co chwile zerkając w moją stronę.
-.....Harry..
-Słucham?- Odwracam wzrok w jego stronę.
-Jestem Harry a ty?
- Connie- Łapię za wyciągniętą dłoń wyciągniętą w moim kierunku i energicznie nią potrząsam, pamiętając co zawsze babcia powtarzała mi o mocnym uścisku.
-Ładnie-ukazuje rząd białych zębów.
-Dziękuje.
-No więc Connie..Co  tu robisz?
-Czekam.A ty Harry?Co ty tu robisz?- Uśmiecham się.
-Czekam na przyjaciela.
-Coś poważnego?
-Nie. Złamał nogę. Co prawda już dochodzi do siebie ale jeszcze potrzebuje rehabilitacji, żeby do końca wyzdrowiał.A ty? Na kogo czekasz?
-Na mamę.- Odpowiadam krótko mając nadzieje, że o nic więcej nie zapyta. Nie chce opowiadać o swoim życiu obcemu człowiekowi. I wtedy jak na zawołanie drzwi gabinetu się uchylają a zza nich wychodzi jakiś chłopak mocno kuśtykając.
Harry wstaje i natychmiast bierze go pod ramię.
-To..Do zobaczenia Connie.
-Cześć Harry.
Siedzę tu jeszcze ok. pół godziny a potem wraz z mamą wracam do domu.
-  Czy mogłabyś dziś odebrać Austina?- Dziwne pytanie.To od prawie trzech miesięcy ja go odbieram więc było ono całkowicie zbędne.
Kiwam tylko głową unikając jej wzroku. Nie chce jej patrzeć w oczy.
 Za dużo w nich bólu i przerażenia.
Patrząc w jej duże, brązowe oczy tylko nie potrzebnie przywołuje wspomnienia.
 Ostatnim razem kiedy to zrobiłam prawie zapomniałam jak się oddycha. Na prawdę ciężko jest patrzeć na cierpienie bliskich szczególnie kiedy samemu się cierpi i to podwójnie.
Kieruje się do swojego pokoju, biorę słuchawki, portfel, torbę i wychodzę.
Już po paru minutach jestem pod przedszkolem.
Odbieram brata i razem idziemy przez park.
-To co robimy?
-Nic.-Odpowiada  smutny a mnie ściska słysząc jego głos.
Kucam przy nim i patrzę w te zaszklone, duże, niebieski oczka. Dokładnie takie jaki miał nasz tata.
-A nie chcesz iść na pizze, lody albo jakieś ciacho ? hym?
-Mogą być lody.- Mówi tak cicho, że ledwie go słyszę.
Wiem, że jest mu teraz ciężko i staram sie jak mogę by mu to wynagrodzić choć średnio mi idzie.
Ty nie chodzi już tylko o śmierć taty. On jest mały nie rozumie tego tak bardzo.
Jego męczy ta cała sytuacja w domu.
Mama prawię nie zwraca na niego uwagi i robi to celowo.
Wszystko w Austin'ie przypomina jej o tacie. Ale to jest w końcu jej dziecko i powinna się wziąć w garść nawet jeśli to jest tak trudne.
-Dzień dobry. W czym mogę służyć?
-A co pani nam poleci?
-Mamy pyszne desery lodowe. To jak podać?
-Chcesz?-  pytam brata. Lekko kiwa głową na tak.-Dobrze to niech będą dwa.-Płacę, bierzemy desery i idziemy usiąść.
-To jak było dziś w przedszkolu?
-Fajnie.
-A co robiliście?
-Nic.
-Napewn....-Urywam bo w moją głowę trafia coś twardego a mój nos ląduje w lodach.
W normalnych okolicznościach pewnie byłabym zła ale teraz nie jestem bo przynajmniej Austin się śmieje.
Pierwszy raz od długiego czasu.
-O rany! -Podbiega do nas jakiś chłopak.- Naprawdę przepraszam ale to wina moich przyjaciół.
Chcieli mi ją zabrać i jakoś tak wyszło.-Wskazuje na narzędzie zbrodni którym okazuje się być "marchewka".
-Nic się nie stało. Jakoś to przeżyję.-Uśmiecham się.
-To dobrze.- Podaje mi serwetkę -jeszcze raz przepraszam.
Wycieram twarz zawstydzona i zapewniam, że nic się nie stało.
Zadowolony odchodzi a Austin nadal nie może przestać się śmiać.
Przez moją nieuwagę kiedy już wracaliśmy przez przypadek na kogoś wpadłam.
Tylko, że to nie był zwykły "ktoś".
To Jasper. Mój ( a może już nie mój ?)przyjaciel.
-Przepraszam.-rzuca i szybko idzie dalej. Zachowuje się jakby mnie nie znał.
-Jasper poczekaj! - Jego chód zmienia się w bardzo szybki marsz kiedy słyszy, że go wołam.-Tylko na to cię stać?! Po tych wszystkich latach ?!-Krzyczę nie zwracając uwagi na przechodni którzy dziwnie się na nas patrzą a on nic.. Nawet się nie odwrócił.
Zrezygnowana biorę cieplutką rączkę Austin'a i idziemy dalej. Kiedy już jesteśmy w domu robię małemu kanapki i mu je daje a sama idę zobaczyć co u mamy. Ostatnio mam dziwne wrażenie, że ona się za niedługo podda. Odechce jej się żyć.. Ale to przecież niemożliwe. Ona ma nas i musi się nami zaopiekować.
Znalazłam ją  w sypialni całą zapłakaną, roztrzęsioną i ..... pijaną. Dziś jedna butelka, jutro kolejna i zanim się obejrzy będzie alkoholiczką. A na to nie mogę pozwolić.
Kiedy tak na nią patrzę to coś we mnie pęka i złość z każdą sekundą rośnie.
-Co to jest? -pytam z drżącym głosem.
-Connie...
-Co Connie?! Pytam się co to jest!
-Ja już po prostu nie mogę...
-Ty nie możesz? A kto może?! Nie bądź egoistką. Rozumiem, że jest ci ciężko ale bez przesady! Mi też jest ale do jasnej cholery minęło  już  trochę czasu.! A  pomyślałaś jak ja się czuje?! Nie dość, że umarł mi tata to jeszcze przyjaciółka!
Wychodzę z pomieszczenia bo nie chce powiedzieć za dużo.
Żeby już dłużej o tym nie myśleć biorę brata i idę go wykąpać bo mama pewnie i tak kazała by mi to zrobić .
Potem ja idę pod prysznic, wchodzę do łóżka,  przytulam się do małego ciałka i już mam zasnąć ale ktoś puka do drzwi. Wstaję i idę je otworzyć...


......................................................

Cześć :)
Jest pierwszy rozdział choć tyle razy już go czytałam i poprawiałam, że teraz to wydaje mi się już kompletnie beznadziejny. *_*  Jeśli w rozdziale czegoś nie mogliście zrozumieć to wszystko jest z grubsza wytłumaczone w zakładce " Główna bohaterka." , lub możecie zapytać w komentarzu w zakładce "Pytania i odpowiedzi".


4 komentarze:

  1. Fajne opowiadanie, muszę przyznać masz talent. Nie wrzucaj tych tekstów do szuflady, chyba, że szufladą jest ten blog :)
    Postaram się częściej tu bywać
    Pozdrawiam i zapraszam również na mojego nowego bloga: http://swiatna6.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow...jest to całkiem inne opowiadanie niż zazwyczaj czytam ale podoba mi się ;) Czekam na nowy ;* I nie jest beznadziejny jest świetny ;3

    OdpowiedzUsuń
  3. no no! i wyszło coś na prawdę fajnego ;) wiedziałam że tak będzie i gratuluję ;* jeśli będziesz chciała poradzić się w jakiejś sprawie to pisz na poczcie!
    pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń